Dzięki rewolucyjnym metodom wydobycia gazu rozproszonego w skałach łupkowych w zeszłym roku
USA wyprzedziły Rosję w imporcie gazu i uniezależniły się od niej, być może nawet na 100 lat. Według Amerykanów
Polska może mieć w skałach łupkowych 1,5-3 bln m sześc. gazu. Pozwoliłoby to Polsce uniezależnić się od
eksportu gazu na 100-200 lat i eksportować gaz do innych państw Europy Środkowej zależnych dziś od monopolu Gazpromu. Poszukiwania gazu z łupków w Polsce zapowiedziały już cztery największe koncerny paliwowe z USA.
Czy w tej sytuacji nasz rząd powinien podpisywać kontrakt stulecia z Rosją, wydłużając do 2037 r. umowę na
import gazu od Gazpromu w ilościach większych, niż dotąd planowano? - pytała w niedzielę premiera Donalda Tuska w Radiu ZET Monika Olejnik.
Premier nie wykluczył, że z powodu
gazu łupkowego Polska może renegocjować kontrakt z Gazpromem. Ale postawił warunki, które z góry to wykluczają.
- Jeśliby się okazało w najbliższym czasie, że możemy zastąpić istotne partie rosyjskiego gazu tym gazem łupkowym w przewidywalnym czasie, to absolutnie możliwe są jeszcze zmiany w tej umowie [z Rosją], bo ona jeszcze nie jest sfinalizowana do końca - powiedział premier.
Trudno przypuścić, by premier nie wiedział, co o poszukiwaniu gazu łupkowego mówi Ministerstwo Środowiska. Poszukiwania gazu łupkowego w Polsce dopiero się zaczynają i musimy poczekać do pięciu lat, aby się przekonać, jakiej wielkości złoża gazu mamy w łupkach. A jeśli okaże się, że te zasoby opłaca się eksploatować, to zaczęłoby się to dopiero za 10-12 lat.
Nie wiadomo, o jakich "istotnych partiach" rosyjskiego gazu do zastąpienia gazem z łupków myśli premier. Ale na pewno "w najbliższym czasie" nie może się okazać, że "w przewidywalnym czasie" możemy w ogóle przejść na własny gaz z łupków, zamiast wydawać miliardy euro na import od Gazpromu. Dlatego deklaracja premiera jest nie do spełnienia.
Z umowami dwustronnymi jest też taki ambaras, aby dwoje chciało naraz. Premier Tusk i cały nasz rząd zatwierdzili gazowy kontrakt stulecia z Rosją już w lutym, po ponad roku negocjacji. W kwietniu zrobił to premier Rosji Władimir Putin, bez uzgodnień z polskim rządem zmieniając nieco tekst umowy.
A jeśli teraz Putin nie chciałby zmienić tej umowy, bo Polska chce zastąpić rosyjski surowiec gazem z własnych łupków? Premier Rosji mógłby powiedzieć, że zatwierdzając gazową umowę, nasz rząd powinien wiedzieć, że Polska dzięki łupkom może zostać gazowym eldorado w Europie. Wszak w USA mówiono o tym pod koniec zeszłego roku. To był ostatni dzwonek, by wziąć pod lupę ustalenia wynegocjowane przez wicepremiera Waldemara Pawlaka i jego współpracowników z Ministerstwa Gospodarki.
Na razie przyszłość gazowej umowy stulecia i tak jest w rękach Brukseli. Komisja Europejska obawia się, że Polska pogwałciła prawo UE, przyznając Gazpromowi ulgi w opłatach za tranzyt gazu do Niemiec oraz monopol na wykorzystanie do 2045 r. tranzytowego gazociągu do Niemiec.
Swoje obawy KE zgłaszała już od lutego i w branży gazowej spekuluje się, że werdykt Brukseli usłyszymy najwcześniej po wyborach prezydenckich.