Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Po co Rada Gospodarcza przy premierze opracowała Narodowy Program Nadzoru Właścicielskiego? Nadzór nad spółkami skarbu państwa szwankuje? Jan Krzysztof Bielecki: Mamy kilkanaście spółek, w których chcemy utrzymać udział skarbu państwa. Spółki te mają kluczowe znaczenie dla gospodarki, a w niektórych przypadkach także dla bezpieczeństwa państwa. Co więcej, właśnie w czasie globalnego kryzysu finansowego przynajmniej kilka z nich ma duży potencjał rozwojowy. Pod warunkiem że będą dobrze zarządzane, a budowanie wartości spółki będzie celem podstawowym. Wzmocni to fundusze emerytalne, które obok państwa są znaczącymi udziałowcami wielu tych firm. Te rozwiązania, które proponujemy w programie, są oparte na doświadczeniach biznesowych i działaniach państwowych funduszy inwestycyjnych (Sovereign Wealth Funds) oraz wnioskami z zarządzania spółkami państwowymi w Skandynawii.
Ale podobno ekipa Donalda Tuska skończyła z upartyjnianiem spółek - są konkursy. A teraz okazuje się, że potrzebne są procedury odpartyjnienia firm? - Trzeba stworzyć takie procedury, które będą działały niezależnie od jakości i intencji ekipy rządzącej. Trzeba udoskonalić kryteria, wedle jakich dobiera się ludzi do państwowych firm. W Polsce ok. 40 tys. ludzi zdało egzamin uprawniający do zasiadania w radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Jeżeli ktoś zdał taki egzamin np. 15 lat temu, to jest to wystarczająca rekomendacja? Moim zdaniem nie. Uczestnictwo w radzie nadzorczej nie może być sposobem dorabiania sobie do pensji. Tam muszą być ludzie kompetentni, z konkretnym doświadczeniem zawodowym. To ma być ogromny zaszczyt. Wybór rad nadzorczych na najwyższym możliwym poziomie zagwarantują precyzyjne procedury, swoiste sito, które wyeliminuje słabeuszy. Dobra, kompetentna i silna rada nadzorcza będzie umiała wycenić pracę zarządu. I wtedy będzie można znieść ustawę kominową, by płacić zarządom przyzwoicie, zgodnie z regułami na wolnym rynku.
Do tej pory Platforma Obywatelska mówiła, że najlepszym sposobem na odpolitycznienie spółek jest ich prywatyzacja. - Rada Gospodarcza jest zwolennikiem prywatyzacji. Przez długi czas pod słowem "prywatyzacja" kryła się sprzedaż firmy inwestorowi zagranicznemu. Taką prywatyzację trzeba było rozpocząć w latach 90., aby do Polski napłynął kapitał zagraniczny, a z nim - wiedza o zarządzaniu. Ale dziś wyzwania są inne. Można stworzyć listę największych spółek z udziałem skarbu państwa, które nie powinny być prywatyzowane w ten sposób. Choć nie lista jest tu najbardziej istotna. Chodzi raczej o pragmatyczne podejście do upubliczniania majątku państwowego. Bo spółki powinny wejść na giełdę, o ile jeszcze na niej nie są. Pozostałe firmy trzeba jak najszybciej w pełni sprywatyzować.
Sprzedaż spółki zagranicznemu inwestorowi jest zła? - Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że światowy
kryzys gospodarczy pokazał nowe ryzyka związane z taką formą prywatyzacji.
Ponad dziesięć lat temu było wiadomo, że żaden polski magnat finansowy nie ma zdolności nabywczej. Sprzedawaliśmy firmy lepszym lub gorszym inwestorom zagranicznym. Zwłaszcza że
budżet wciąż potrzebował pieniędzy.
To źle, że ponad 70 proc. sektora bankowego jest w rękach kapitału zagranicznego? - Pierwsze zasady prywatyzacji sektora bankowego przyjął w 1991 r. mój rząd. Jedną z wytycznych była etapowa prywatyzacja do 30 proc. sektora. A potem nastąpiła większa prywatyzacja wymuszona przez
deficyt budżetowy. Były to spółki notowane na polskiej giełdzie, co przyczyniło się bardzo do rozwoju rynku kapitałowego.
Ale kontynuowanie tego procesu nie jest rozsądne. Tym bardziej że kryzys pokazał, iż różni inwestorzy różnie reagują na zagrożenia. Okazało się, że w niektórych krajach potrzebne są interwencje rządów, by ratować banki. W rezultacie to rządy zaczęły wpływać na strukturę właścicielską instytucji finansowych. I stanęły przed taką alternatywą: czy pompować w banki pieniądze podatników, czy może nakazać tym bankom drenowanie gotówki z oddziałów w innych krajach? Jest oczywiste, że wolą ten drugi wariant. Zaczęły więc naciskać na Komisję Europejska, aby im to ułatwiła.
Wcześniej centrala też mogła zbierać pieniądze ze swoich banków za granicą. - Owszem, ale zgodnie z regułami biznesowymi. Oddział banku był jednak samodzielną firmą, o której interesy miejscowy zarząd musiał dbać. Teraz to się może zmienić. Na forum Komisji Europejskiej jest rozpatrywany projekt dyrektywy o zarządzaniu kryzysowym w sektorze bankowym. Dyrektywa dopuszczałaby transfer aktywów dla ratowania spółki matki i całej grupy transgranicznej jako takiej. Czyli teoretycznie rzecz biorąc, można by było przenieść aktywa z Polski do centrali w innym kraju. To oznacza ryzyko, że spółka macierzysta będzie miała o wiele większą swobodę w dysponowaniu pieniędzmi swoich oddziałów i w mniejszym stopniu będzie zależna od decyzji miejscowego nadzoru bankowego. Jest to propozycja, która - mam nadzieję - nigdy nie zostanie zrealizowana. Jednak my nie powinniśmy być tylko obserwatorem tej dyskusji, ale również kreować podmioty, które będą aktywne na naszym rynku niezależnie od tego, co im powie centrala zagraniczna. Sektor bankowy powinien być bardziej zrównoważony, jeśli chodzi o udział w nim inwestorów zagranicznych i krajowych.
Przyznaje więc pan rację tym, którzy głośno krzyczeli, że oddajemy nierozumnie banki w obce ręce? Liberałowie odsądzali ich od czci i wiary. - Nie, bo dotychczas skutki prywatyzacji banków są dla całej gospodarki pozytywne. Ale otoczenie gospodarcze wciąż się zmienia, zmieniają się reguły gry i trzeba to brać pod uwagę. Nikt nie przypuszczał, że kryzys będzie tak głęboki, że zmiany będą tak daleko idące, że grupy międzynarodowe upadną albo zostaną wyratowane przez państwo, albo też zostaną podzielone przez państwo, co widzieliśmy w wielu krajach europejskich czy
USA.
Projekt odzyskania Banku Zachodniego WBK dla polskiego kapitału bardzo dobrze wpasowuje się w tę filozofię, którą pan prezentuje. - Ale ja nie wiem, czy jest taki projekt, więc trudno mi na ten temat cokolwiek powiedzieć.
Nie wie pan, czy wyjechał pan do Irlandii rozmawiać z Allied Irish Bank, irlandzkim właścicielem WBK? - W Irlandii byłem na zaproszenie Instytutu Spraw Zagranicznych i Europejskich, gdzie wygłosiłem przemówienie na temat sytuacji kryzysowej w Polsce i w Europie.