Biznes Ludzie Pieniądze

Gazprom kontra gaz łupkowy. Czarny PR przeciw Polsce?

Andrzej Kublik
14.06.2010 , aktualizacja: 20.06.2010 17:33
A A A Drukuj
Szef Gazpromu Aleksiej Miller porównuje gaz łupkowy do foie gras. Ale rosyjskiemu koncernowi ten frykas stanął w gardle jak ość
Wydobycie gazu łupkowego w Teksasie
Fotolink
Wydobycie gazu łupkowego w Teksasie
ZOBACZ TAKŻE
Szampan, tartinki z kawiorem... Spotkanie, jakie w ostatni czwartek w Cannes zorganizował Gazprom z menedżerami europejskich firm gazowych, upływało w atmosferze snobistycznego przyjęcia. Zebrani ożywili się, gdy wystąpił szef Gazpromu Aleksiej Miller i zapowiedział, że wzorem słynnego programu "Pogromcy mitów" z telewizji BBC rozprawi się z mitami o przyszłości branży gazowej.

"Mitem", od którego zaczął Miller i któremu poświęcił najwięcej czasu, był gaz łupkowy. Chodzi o gaz rozproszony w specjalnych skałach. Koncerny długo nie zwracały uwagi na te złoża. Skupiały się na poszukiwaniu łatwiejszych w eksploatacji konwencjonalnych złóż gazu, które przypominają naturalne zbiorniki w skałach. W ostatnich latach amerykańscy gazownicy opracowali jednak innowacyjne metody wydobycia gazu z łupków. Ich rywale ze zdumieniem nagle dowiedzieli się, że dzięki zasobom ze skał łupkowych wydobycie gazu w USA gwałtownie wzrosło.

- Być może tematem, o którym najczęściej mówią dziś na świecie w branży paliwowej i w prasie gospodarczej, jest gaz łupkowy - przyznał w Cannes szef Gazpromu. Minimalizował znaczenie gazu łupkowego, który jego zdaniem może zaspokoić tylko lokalne potrzeby i nie zastąpi gazu ze złóż konwencjonalnych. - Jeśli polubisz foie gras, to nie znaczy, że dosmażone na maśle befsztyki są zbyteczne - powiedział Miller.

W Cannes szef Gazpromu wyraźnie szukał kompromisu z gazem łupkowym. Zgadzał się na jego istnienie, ale tylko na marginesie. - Gaz łupkowy może odegrać bardzo ważną i pożyteczną rolę w równoważeniu lokalnych rynków. Nie ma podstaw, by go koronować i sadzać na tronie - stwierdził Miller.

Jeszcze niedawno rosyjski koncern nie szukał kompromisów z gazem łupkowym.

- Pejzaż po eksploatacji gazu łupkowego przypomina krajobraz księżycowy - ostrzegał Miller pod koniec kwietnia rosyjskich dziennikarzy. A dwa miesiące wcześniej wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew - car eksportu surowca Gazpromu - bez ogródek domagał się, by Europa w ogóle nie zgodziła się na eksploatację gazu łupkowego. Bo rzekomo przy jego wydobyciu można skazić wodę. Amerykańscy gazownicy temu zaprzeczają.

Koszmar Goliata

Gazprom to największy gazowy koncern świata. Ma jedną szóstą wszystkich konwencjonalnych zasobów gazu na świecie. Nikogo nie dziwiło, gdy Gazprom zapewniał, iż dla niego gaz z łupków nie stanowi problemu. Zabawa się zaczęła, gdy Gazprom zaczął twierdzić, że zainteresowanie gazem łupkowym na świecie zostało sztucznie rozdmuchane. I sami Rosjanie zaczęli kampanię czarnego PR wobec gazu łupkowego, malując apokaliptyczne wizje skutków eksploatacji jego złóż: zdewastowane krajobrazy, zatrute wodopoje, wstrząsy ziemi przy tworzeniu szczelin w skałach łupkowych.

W połowie kwietnia rosyjski minister zasobów naturalnych Jurij Trutniew wsypał koncern.

- Mamy problem z gazem łupkowym. To stanowisko nie tylko moje, ale także Gazpromu - powiedział Trutniew.

Już teraz za sprawą gazu z łupków Gazprom zatrząsł się jak kolos na glinianych nogach, a globalne ambicje koncernu stanęły pod znakiem zapytania.

Przede wszystkim Gazprom musi odłożyć plany podboju rynku USA. Jeszcze kilka lat temu eksperci byli zgodni, że amerykańskie rezerwy gazu wyczerpują się i Stany Zjednoczone będą musiały gwałtownie zwiększyć import skroplonego gazu LNG. Gazprom ostrzył sobie zęby na ten tort i jeszcze pod koniec zeszłego roku wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew zapowiadał, że za cztery, pięć lat rosyjski koncern przejmie jedną dziesiątą gazowego rynku USA.

Na początku roku Gazprom przeżył wstrząs. Okazało się, że mimo kryzysu w Stanach Zjednoczonych wydobycie gazu wzrosło o 4 proc., a w Rosji spadło prawie o jedną piątą. I pierwszy raz od ponad dekady USA zostały liderem świata w wydobyciu gazu, spychając Rosjan z tego tronu. Wszystko to za sprawą gwałtownego wzrostu wydobycia gazu łupkowego.

Z dnia na dzień rozwiały się nadzieje Gazpromu na podbój Ameryki. Po doliczeniu zasobu gazu z łupków rezerwy gazu w USA wzrosły pod koniec zeszłego roku o 51 proc. Firma doradcza CERA ocenia, że dzięki łupkom mają dość gazu nawet na 100 lat. A dodatkowo USA mogą korzystać z dostaw z Kanady, gdzie w 2030 r. gaz z łupków ma stanowić 20 proc. wydobycia.



Wstrząs od Arktyki po Chiny

Niespodziewana niezależność gazowa USA już pomieszała szyki Rosjanom. Chcieli wysyłać gaz do USA ze złóż Sztokman w Arktyce. Jednak Gazprom nie miał technologii ani pieniędzy, by je eksploatować. Rosjanie uzgadniali to najpierw z amerykańskimi koncernami z myślą o dostawach do USA. Ale trzy lata temu w geście politycznej kary Gazprom odrzucił oferty Amerykanów i podpisał umowę o eksploatacji arktycznych złóż z firmami z Europy - francuskim Total i norweskim Statoil. Moskwa obiecała też Berlinowi, że większość gazu ze Sztokmana będzie wysyłać do Europy rurą Nord Stream przez Bałtyk. Miało się to zacząć już w 2013 r.

Teraz nie wiadomo jednak, jak Gazprom napełni bałtycką rurę. Cztery miesiące temu koncern przełożył rozpoczęcie eksploatacji Sztokmana do 2016-17 r. Do tego czasu USA po odkryciu gazu z łupków na pewno nie zwiększą importu skroplonego gazu. Na dodatek amerykańska łupkowa rewolucja napędziła konkurentów Gazpromu do Europy.

Państwa takie jak Katar szykowały się do eksportu skroplonego gazu do USA i w zeszłym roku zaczęły uruchamiać nowe instalacje do jego produkcji. Jednak nasycona gazem z łupków Ameryka nie potrzebowała tych dostaw. Katar skierował statki ze skroplonym gazem do Europy i sprzedawał go dwa, trzy razy taniej od gazu z Rosji. Zachodnie koncerny gwałtownie wstrzymały zakupy od Gazpromu, zmuszając w tym roku koncern do obniżki cen. Rosjanie poszli na to, by nie tracić dłużej rynku na Zachodzie i nie ograniczać dalej wydobycia.

Być może to załamanie na gazowych rynkach było też jednym z powodów podpisanej w kwietniu przez Moskwę z Kijowem umowy "gaz za flotę". Na jej podstawie Ukraina przedłużyła na ćwierć wieku dzierżawę swoich baz wojennych na Krymie rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej, a w zamian Rosja przez 10 lat nie będzie doliczać 30 proc. cła do ceny gazu dla Ukrainy. Najbardziej na tej umowie skorzysta Gazprom, bo po obniżce ceny Ukraińcy zwiększą import surowca od Gazpromu.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    88 głosów