Klamka zapadła. Za rok nowa wersja przebojowego modelu Fiata Panda nie będzie już zjeżdżać z taśm fabryki w Tychach, jak obecna wersja tego auta. Produkcja nowej Pandy zostanie przeniesiona do Pomigliano d'Arco pod Neapolem. W piątek większość związkowców tych zakładów uzgodniła z zarządem koncernu, że przy produkcji Pandy będą obowiązywać bardziej wymagające warunki pracy, zbliżone do wymogów w Polsce. Inaczej produkcja Pandy we Włoszech byłaby z góry skazana na straty. Opory związkowców Fiat złamał, grożąc, że zostawi Pandę w Polsce i zamknie zakład pod Neapolem.
To był ostatni problem, który Fiat musiał przeciąć przed przeniesieniem Pandy z Polski do Włoch.
Włosi sami przyznają, że to precedens w europejskiej motoryzacji. - Czy ktoś widział, aby koncern przenosił produkcję auta z Europy Wschodniej na Zachód? - pytał retorycznie w ostatni piątek dyrektor generalny Fiata Sergio Marchionne.
Wielu ekspertów pukało się w czoło, gdy pod koniec zeszłego roku rozeszły się pogłoski o planach Fiata. Przecież zakład w Tychach to największa i najbardziej wydajna fabryka koncernu w Europie. W zeszłym roku wyprodukowała ponad 600 tys. samochodów - niemal tyle, ile pięć włoskich fabryk Fiata.
Z własnej kasy zakład w Tychach wyłożył przez dwie dekady ponad 2 mld euro na produkcję kolejnych modeli aut Fiata i podwojenie potencjału produkcyjnego. Fiat nie tylko zarabia solidną marżę na handlu
autami robionymi w Polsce, ale przez ostatnie pięć lat dostał jeszcze 1,36 mld zł dywidendy z zysków, które zostały w tyskiej fabryce. Wzorcowej jakości produkcja w Tychach przyczyniła się też do sukcesu auta Fiat 500. Tak uwiodło ono Amerykanów, że zgodzili się na mariaż Fiata z swoim koncernem Chrysler.
Wszystko to na nic. Koncern z Turynu woli wyłożyć 700 mln euro na przeniesienie produkcji Pandy do Włoch. Rachunek ekonomiczny przegrał z nacjonalistycznymi interesami Włoch. Fiat obiecał rządowi Silvia Berlusconiego, że w ciągu czterech lat zwiększy produkcję aut we Włoszech o ponad 50 proc. Bez przeniesienia Pandy pod Neapol to się nie uda.
Włochów stać na rozrzutność. Cztery miesiące temu premier Rosji Władimir Putin obiecał Fiatowi 2,1 mld euro na budowę w Rosji fabryki produkującej 0,5 mln włoskich aut rocznie.
Wzmocnienie włoskiej gospodarki odbędzie się kosztem zakładu w Tychach - jak bez ogródek pokazał koncern z Turynu. W prezentacji planów Fiata Tychy to jedyna fabryka koncernu w Europie, która za pięć lat ma aż o jedną czwartą ograniczyć wykorzystanie potencjału produkcyjnego, tracąc na rentowności.
Straty będą jeszcze większe. Produkcja Pandy stabilizowała działalność zakładów w Tychach i popularność nowej wersji tego auta ma zagwarantować działalność fabryki pod Neapolem. Innymi słowy - po utracie Pandy za kilka lat przyszłość zakładów w Tychach stanie pod znakiem zapytania. Pod znakiem zapytania stanie też przyszłość kooperantów tyskich zakładów. Część z nich może zwinąć swoją działalność, bo dowożenie podzespołów do nowej Pandy z Polski do Włoch nie będzie się opłacać. Spadnie
eksport aut i podzespołów z Polski, pogłębiając deficyt Polski w handlu zagranicznym.
Motoryzacja to tak wielki interes, że dbają o niego wszystkie cywilizowane rządy. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy poszedł w zeszłym roku na udry z UE, domagając się od francuskich koncernów samochodowych, by w zamian za pomoc publiczną przenosiły do Francji produkcję z innych państw Unii. Jeszcze większe namiętności rozpaliły się, gdy faworyzowane przez kanclerz Angelę Merkel konsorcjum z udziałem Rosjan planowało przejąć
Opla i wzmocnić niemieckie fabryki tej firmy, kosztem zakładów w innych państwach UE. Głośno sprzeciwiały się temu
Hiszpania i Wlk. Brytania, a
Londyn żądał gwarancji działalności dla swoich fabryk Opla już po 2015 r.
Można zrozumieć Włochów, że ciągną Pandę w swoją stronę. Ale nie sposób zrozumieć naszego rządu.
Włosi mówią o swoich planach od miesięcy, a Ministerstwo Gospodarki uprawia strusią politykę. - Nie byliśmy oficjalnie informowani przez kierownictwo Fiata o planach wobec fabryki w Tychach - informuje resort. I umywa ręce od przyszłości tyskiej fabryki. Jak tłumaczy: - Minister gospodarki [Waldemar Pawlak] nie ma bezpośredniego wpływu na decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd Fiata.
W innych państwach UE rządy nie szukają takich wymówek. Walczą o interes gospodarczy swojego kraju. Tym bardziej jeśli chodziłoby o firmę, która jak Fiat w Polsce od 18 lat jest zwolniona z podatku dochodowego. Przyszłość fabryk aut to na świecie sprawa premiera. Gdy Opel ma problemy z ministrem gospodarki Niemiec, interwencję zapowiada kanclerz Merkel. U nas jest inaczej. Nigdy nie słyszałem, by premiera Donalda Tuska interesowało, co po wyprowadzeniu Pandy czeka tyską fabrykę i przemysł samochodowy - lokomotywę naszego eksportu.
Premier nie musi o wszystkim mówić. O jego działania w obronie produkcji Pandy w Polsce zapytaliśmy rzecznika rządu Pawła Grasia. Nie miał nic do powiedzenia. Przesyłał nam kopię tekstu z Ministerstwa Gospodarki.