Biznes Ludzie Pieniądze

Cyfrowy prezydent - jak przeciętny internauta

Tomasz Grynkiewicz
14.06.2010 , aktualizacja: 14.06.2010 23:32
A A A Drukuj
Komorowskiemu marzy się polska Nokia, Kaczyński woli szukać szans polskich firm w niszach. Co kandydaci na prezydenta planują w sprawie internetu i branży IT, z jakich nowoczesnych technologii korzystają - sprawdziła Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji
- Po odpowiedziach widać, że kandydaci wiedzą, że nie wystarczy już rzucić hasła: "darmowy internet", by zamknąć dyskusję o społeczeństwie informacyjnym - mówi Michał Jaworski, wiceprezes PIIT zrzeszającej operatorów telekomunikacyjnych i firmy informatyczne. Na pytania odpowiedziało sześciu kandydatów - oprócz Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego także: Grzegorz Napieralski, Marek Jurek, Janusz Korwin-Mikke oraz Andrzej Olechowski. Zaskoczenie? Na pytania nie odpowiedział Waldemar Pawlak, najbardziej rozpoznawalny wśród kandydatów fan nowych technologii.

O co pytała PIIT? Np. o telewizor z płaskim ekranem, smartfona, komputer, konsolę do gier, nawigację GPS, szybki internet w domu, korzystanie z serwisów społecznościowych, konto w e-banku, zakupy przez sieć.

Wszyscy mają: nowy komputer w domu (nie starszy niż dwa lata, tylko u Kaczyńskiego nie jest to laptop), telewizję kablową lub satelitarną (ale tylko Napieralski z opcją wideo na żądanie), cyfrowy aparat fotograficzny i prywatne konto pocztowe. Każdy z kandydatów deklarował, że z komputera korzysta codziennie, ma w domu łącze szybsze niż 2 Mb/s (poza Jurkiem i Kaczyńskim) i kupuje przez internet. Smartfona z dotykowym ekranem (np. iPhone'a) mają Komorowski, Olechowski i Napieralski. Z serwisów społecznościowych nie korzysta tylko kandydat PiS, za to z bankowości elektronicznej nie korzysta też... faworyt SLD. Z usług e-administracji korzysta tylko Olechowski i Korwin-Mikke.

W sumie 24 pytania. Najwięcej na tak, bo 22 razy, odpowiedział Komorowski, najmniej, bo 9 - Kaczyński.

- Nie chcieliśmy robić rankingu - zastrzega jednak Jaworski. - Owszem, dobrze, gdy prezydent z własnego doświadczenia zna pewne zjawiska w sieci czy technologie. Ale by zostać admirałem, nie trzeba umieć pływać - dodał.

Izba poza gadżetami technologicznymi pytała też o propozycje w dziedzinie informatyki i internetu. I o to, jak kandydaci widzą polski przemysł IT. "Bliskie jest mi marzenie o polskiej Nokii czy Microsofcie" - napisał Komorowski. Bardziej praktyczny był jego główny rywal Kaczyński, proponując, by promować polskie firmy na świecie, ale w niszach elektronicznej gospodarki. Olechowski zaś uznał wprost, że nie ma się co siłować z Azją, USA i Europą i informatyką jedynie wspierać inne branże.

Co z wolnością i anonimowością w internecie? Tu wyłamał się tylko kandydat UPR, w ankiecie zaznaczając: wolność bez anonimowości. Reszta odpowiada bezpiecznie: cenzury nie chce, anonimowość też chciałaby zachować, ale nie dla tych, którzy łamią prawo.

A co z własnością intelektualną, czyli innymi słowy masowym dzieleniem się w sieci plikami? - Tu nam się kandydaci nieco wyłgali, podając szalenie politycznie poprawną odpowiedź - śmieje się Jaworski. Aż czterech - Kaczyński, Jurek, Olechowski i Napieralski - zadeklarowało, że treści, które powstały za pieniądze publiczne, powinny być dostępne bezpłatnie.

PIIT pytała też o przyszłe priorytetowe zadania (dała listę opcji do zaznaczenia): Komorowski i Napieralski wskazali m.in. na program "komputer dla ucznia" (niespełniona obietnica PO), Jurek z Olechowskim - na bezpieczeństwo dzieci w sieci, a Kaczyński - promocję innowacji i młodych firm IT, patronat nad cyfryzacją dóbr kultury. Kandydat PO od siebie dodał dwa priorytety: głosowanie przez internet (kwestia mocno kontrowersyjna w branży IT) oraz elektroniczny tornister dla ucznia (zamiast książek laptop i cyfrowe podręczniki).

- Powoli rodzi się u nas syndrom Baracka Obamy, o którym mówi się, że dzięki internetowi wygrał wybory - podsumował Jaworski. - W tych wyborach te kwestie nie będą jeszcze decydujące, ale wierzę, że w następnych już tak - dodał. - Pytając kandydatów, chcieliśmy też im uświadomić, że polski rynek IT to co roku 40 mld zł i 250 tys. zatrudnionych osób. I zainteresować ich istotnymi dla ogromnej części społeczeństwa kwestiami, by nie było podobnych bzdur jak niesławny rejestr stron i usług niedozwolonych [po wielkiej awanturze w sieci i w mediach rząd Tuska wycofał się z cenzorskiego projektu] - zakończył wiceprezes PIIT.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy