
Z ankiety przeprowadzonej przez firmę doradczą Zeb/ oraz serwis Gazeta
Wyborcza wśród głównych ekonomistów banków oraz analityków branży finansowej wynika, że finansiści nie patrzą zbyt różowo na możliwość wzrostu akcji kredytowej w najbliższych latach. Owszem, wartość kredytów udzielonych gospodarstwom domowym ma stale rosnąć, ale w tempie wielokrotnie mniejszym niż przed kryzysem. O ile w latach 2006-08 portfele kredytowe banków przyrastały w tempie 34,8-44,7 proc. rocznie, o tyle w 2010 r. ten wzrost ma wynieść tylko 8,8 proc., zaś w dwóch kolejnych latach 10,3-12,3 proc.
To spowolnienie można tłumaczyć częściowo tym, że banki nie mają już tak dużych nadwyżek kapitału jak kiedyś, ale swoje robi też mniejsza
zdolność kredytowa wielu Polaków, którzy zarabiają mniej lub w ogóle stracili
pracę.
Ekonomiści szacują, że jakość portfela kredytowego banków komercyjnych w tym roku znacznie się pogorszy. Udział należności zagrożonych osiągnie poziom około 8 proc. wobec 7,1 proc. w roku 2009. Dopiero kolejne lata przyniosą powolny spadek wskaźnika złych kredytów do 7 proc. w 2012 r.
W jeszcze mniejszym stopniu niż kredyty dla osób fizycznych mają w najbliższych latach rosnąć kredyty dla firm. Prognoza Zeb/ zakłada w tym segmencie rynku bankowego wzrost o 8-9 proc. rocznie. Ale to i tak dużo lepszy wynik niż obecny - od początku 2009 r. do dziś wartość kredytów dla firm obniżyła się o 20 mld zł, czyli o jedną dziesiątą.
- Banki będą nadal bardzo aktywnie pozyskiwały od klientów depozyty w celu uniknięcia problemów z płynnością. Wartość depozytów będzie rosła szybciej niż kredytów - tłumaczy Maciej Meder, dyrektor zarządzający Zeb/ w Polsce.
Bankowcy, nawet ci nastawieni najbardziej pesymistycznie, zakładają, że branża finansowa w Polsce będzie rozwijała się szybciej niż cała gospodarka. Nie zdławią jej ani trudniejsze do spełnienia zasady liczenia kapitału potrzebnego do prowadzenia działalności bankowej narzucane przez Unię Europejską (część banków w myśl nowych przepisów, tzw. Bazylei III, będzie musiała zwiększyć swój kapitał), ani zakusy Komisji Nadzoru Finansowego. Nasz nadzór myśli o dalszych ograniczeniach w udzielaniu
kredytów walutowych i chce zniechęcać banki do udzielania kredytów osobom, których raty długu są większe niż połowa dochodów.
Mimo tych obostrzeń bankowcy i analitycy branży finansowej są przekonani, że aktywa banków będą rosły szybciej niż polski
PKB. Pesymiści mówią o wzroście sektora bankowego w najbliższych trzech latach o 3,5-5 proc. rocznie, zaś optymiści liczą na wzrost aktywów branży o 6,7-11,6 proc. rocznie (najwięcej w 2012 r.). Dla porównania szacunki PKB naszego kraju na lata 2010-12 mówią o wzroście 2,6-3,5 proc. rocznie.
Choć zdaniem finansistów aktywa banków będą rosły szybciej niż polska gospodarka, to banki jeszcze długo nie osiągną takiej rentowności jak przed kryzysem. O ile w latach 2006-08 wskaźniki rentowności polskich instytucji finansowych wynosiły 21,2-23,1 proc., o tyle w 2009 r. zyskowność banków spadła do 11,2 proc. I w opinii bankowców przez najbliższe lata widoki na jej szybki wzrost są mgliste.
Prognoza wynikająca z ankiety Zeb/ i serwisu Gazeta Wyborcza wskazują na to, że w tym roku banki zanotują rentowność 12,4 proc., a w 2012 r. - 14,7 proc. To wciąż znacznie mniej niż przed kryzysem. "Uzyskanie poziomów rentowności powyżej 20 proc. będzie dla banków niezmiernie trudne do osiągnięcia nie tylko ze względu na podwyższone rezerwy, ale także z uwagi na zwiększające się potrzeby kapitałowe" - piszą eksperci Zeb/.
Z raportu wynika też, że aby zapewnić wysoki poziom zysku, to przy wysokim poziomie odpisów na rezerwy od złych kredytów w bankach wciąż konieczne będzie utrzymanie dyscypliny kosztowej. Nie ma więc mowy o dużym wzroście zatrudnienia w branży. A to w połączeniu z planowanymi wzrostami sprzedaży kredytów i depozytów będzie stawiało pracujących w bankach w trudnej sytuacji.