W poniedziałek po południu
Moody's obniżył
rating Grecji aż o cztery oceny z A3 do Ba1, który jest już uważany za poziom śmieciowy. Analitycy agencji wytłumaczyli to posunięcie niepewnością co do realizacji planu ratowania greckiej gospodarki i obniżania zadłużenia kraju.
We wtorek oburzenia nie kryli przedstawiciele Komisji Europejskiej. - Czas decyzji podjętej przez Moody's jest zaskakujący i bardzo niefortunny - powiedział podczas sesji Parlamentu Europejskiego Olli Rehn, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych. Jean-Claude Juncker, szef grupy skupiającej ministrów finansów krajów
strefy euro, nazwał ruch Moody's "irracjonalnym".
Obniżenie ratingu Grecji do statusu śmieciowego nie jest nowością, bo w kwietniu uczyniła to już agencja Standard & Poor's. Przedstawicieli UE zdenerwowało jednak to, że agencja Moody's obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej w momencie, gdy niepokoje o przyszłość Grecji przynajmniej częściowo zostały opanowane.
Na początku maja kraje strefy euro podjęły decyzję o przyznaniu Grecji 110 mld euro pożyczki mającej ratować finanse publiczne kraju. W poniedziałek do Aten przyjechali przedstawiciele Unii Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którzy mają ocenić postępy wprowadzania reform w Grecji.
Tymczasem we wtorek rano decyzja Moody's wprowadziła nieco zamieszania na rynkach finansowych. W górę poszło oprocentowanie greckich obligacji. Niższa ocena wiarygodności kredytowej oznacza bowiem, że część inwestorów nie będzie już mogła kupować greckich papierów jako zbyt ryzykownych. We wtorek giełdy w Europie otworzyły się na minusie. Ale jeszcze przed południem na wielu rynkach udało się odrobić straty z początku dnia.