Kryzys finansów publicznych w Europie pokazał, że zadłużenie i mocno niedopięte budżety są piętnowane przez inwestorów. Dlatego kraje naszego regionu dziarsko zabrały się do reform.
- Musimy ciąć deficyt, bo to jedyna przyczyna niekontrolowanego wzrostu długu publicznego - powiedział we wtorek litewski premier Andrius Kubilius. - A to największe zagrożenie dla długoterminowego dobrobytu ludzi.
Litwa chce obniżyć deficyt sektora finansów publicznych z 8,9 proc. PKB w 2009 r. do 3 proc. PKB w 2012 r. Rząd w Wilnie zamrozi na dwa lata pensje w administracji, będzie stopniowo podnosił wiek emerytalny i obetnie zasiłki rodzinne. Ma to przynieść oszczędności 1,3-1,5 mld litów (1,53-1,77 mld zł).
Próbkę tego, czym grozi niespodziewany wzrost deficytu budżetowego, na początku czerwca mieli Węgrzy. Po zapowiedziach tamtejszych polityków, że tegoroczny deficyt sektora może być dwa razy wyższy od obiecanego Brukseli 3,8 proc. PKB kurs forinta poleciał na łeb na szyję. Dopiero kilka dni później węgierski premier Viktor Orbán ogłosił 29-punktowy plan gospodarczy, który ma pobudzić wzrost gospodarczy, m.in. poprzez obniżki podatków, i obniżyć państwowe wydatki, m.in. poprzez obniżki wynagrodzeń w sektorze publicznym.
Węgry muszą oszczędzać. Jesienią 2008 r.
Budapeszt dostał wartą 20 mld euro pożyczkę m.in. od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego pod warunkiem przeprowadzenia reform.
W podobnej sytuacji jest
Łotwa - najbardziej dotknięta przez kryzys gospodarka w Europie. Jej PKB w 2009 r. skurczył się aż o 18 proc., kraj przetrwał dzięki wartej 7,5 mld euro pożyczce międzynarodowej. Musiał jednak drastycznie ograniczyć wydatki. Płace w sektorze publicznym spadły aż o jedną czwartą! Nowe oszczędności zapowiedziane właśnie przez rząd w Rydze mają przynieść około 395-440 mln łatów (2,27-2,53 mld zł) w 2011 r. - Nie będzie nowych dużych cięć płac - uspokaja łotewski premier Valdis Dombrovskis.
Także
Rumunia musi szukać dalszych oszczędności. Kraj otrzymał obietnicę międzynarodowej 20 mld euro pożyczki. Ale MFW postawił warunki. - Tegoroczny deficyt może wyskoczyć do 9,1 proc. PKB, jeśli nie zostaną podjęte żadne działania - ostrzegł Jeffrey Franks, szef misji MFW w Rumunii. Zgodnie z wytycznymi Funduszu rumuński rząd chce wprowadzić aż 25-proc. cięcia pensji w sektorze publicznym oraz 15-proc. cięcia emerytur. Dzięki temu zaoszczędzi około 2,5 mld euro rocznie, a deficyt spadnie do 6,8 proc. PKB. Ekonomiści nie są jednak pewni, czy tak drastyczne cięcia uda się przegłosować w parlamencie. Rumuni już protestują na ulicach.
A
Polska? Nasza gospodarka nie wpadła w recesję, nie ubiegaliśmy się też o pomoc międzynarodową. Ale czy ciągle będziemy bezpieczną wyspą?
Najpierw reformy na plan dalszy zepchnęła katastrofa samolotu prezydenckiego. Potem przyszła powódź. Teraz w najlepsze trwa kampania wyborcza, a lada moment zaczynają się wakacje. Ekonomiści uważają, że na reformy przyjdzie nam poczekać co najmniej do jesieni.
- Nasza sytuacja jest wyjątkowa, bo mamy zaufanie rynków. Ale to ma też minusy, bo rynki nie wymuszają na nas reform - mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. - W tej sytuacji jest bardzo prawdopodobne, że za rok nie będziemy już w czołówce, lecz w peletonie państw UE pod względem wysokości długu i deficytu.
Jego zdaniem, jeśli wybory prezydenckie wygra kandydat PO, rząd nie będzie już miał wymówki, że głowa państwa blokuje reformy i będzie musiał przystąpić do działania. Nie czekając na wybory parlamentarne.
Ale prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, jest bardziej sceptyczny. Jego zdaniem nie ma większych szans na poważne reformy przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu i Senatu. - Na szczęście ryzyko kryzysu finansowego w przyszłym roku jest niewielkie. Na Węgrzech dopiero po pięciu latach deficytu na poziomie 7 proc. PKB doszło do tąpnięcia. My w 2011 r. zaliczymy dopiero trzeci rok z takim deficytem - mówi Gomułka. - Jeśli więc natychmiast po wyborach parlamentarnych rząd ogłosi plan znacznego obniżania deficytu na lata 2012-13, to nie powinno się wydarzyć nic złego - dodaje. Ale potem żarty się skończą. Już dziś z deficytem rzędu 7 proc. PKB jesteśmy powyżej średniej UE.
Ekonomiści wiedzą, co trzeba robić. Mówią o konieczności zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat, a potem być może podwyższeniu granicy przejścia na emeryturę, o likwidacji KRUS i objęciu rolników podatkiem dochodowym, o likwidacji emerytur mundurowych i przynajmniej przejściowym zmniejszeniu wydatków na armię.
Część tych rozwiązań PO wpisała do ogłoszonego na początku roku programu konsolidacji finansów publicznych. W zeszłym tygodniu Ministerstwo Finansów przesłało do konsultacji międzyresortowych pierwszy projekt z tego programu - nowelizację ustawy o finansach publicznych nakładającą kaganiec na wydatki budżetu. Dzięki niemu mają one rosnąć nie więcej niż o wskaźnik inflacji powiększony o 1 pkt proc. Budżet oszczędzi 8,5 mld zł do 2012 r. Ekonomiści zgodnie oceniają, że to kropla w morzu potrzeb. Resort finansów uspokaja, że to dopiero początek, a ograniczanie tempa przyrostu wydatków budżetu będzie tylko jednym z wielu rozwiązań, które pomogą zbić deficyt do najwyżej 3 proc. PKB w 2012 r.