Biznes Ludzie Pieniądze

Gazprom zaczyna nową wojnę z Białorusią

Andrzej Kublik
16.06.2010 , aktualizacja: 17.06.2010 09:53
A A A Drukuj
Gazprom zagroził przykręceniem gazowego kurka Białorusi, jeśli do poniedziałku Mińsk nie spłaci gazowych długów.
Czy w przyszłym tygodniu czekają nas przerwy w dostawach gazu z Rosji, dostarczanego rurami tranzytowymi przez Białoruś? Takie mogą być skutki kolejnego konfliktu gazowego, który rozpala się za naszą wschodnią granicą.

Wczoraj pismo z ultimatum - spłata długów w pięć dni albo zakręcimy kurek - Gazprom wysłał do wicepremiera Białorusi Uadzimira Siemaszko i białoruskiej firmy gazowej Biełtransgaz, która w połowie należy do Gazpromu.

Według rosyjskiego koncernu Białoruś nie płaci w tym roku pełnej ceny za importowany gaz. Z tego powodu na początku maja miała 192 mln dol. długu. Białoruski urząd statystyczny podaje, że było to 132,6 mln dol., o jedną trzecią mniej niż liczą Rosjanie.

O przedstawieniu ultimatum Białorusi zdecydował we wtorek wieczorem prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew podczas spotkania z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem. - Zgodnie z kontraktem mamy podstawy, aby zmniejszyć dostawy na Białoruś proporcjonalnie do zadłużenia wobec Gazpromu - powiedział Miller.

Miedwiediew chciał jednak dać Białorusi czas do namysłu. Jak relacjonowała agencja Ria Nowosti, prezydent Rosji zaproponował: - Ponieważ współpracujemy z Białorusią na zasadach partnerskich, damy naszym kolegom pięć dni, aby zdecydowali, jak postępować. Zwrócicie się do kierownictwa białoruskich struktur, które zajmują się tymi kwestiami, i zaproponujecie im, aby jak najszybciej spłacili zadłużenie. Jeśli tego nie zrobią, trzeba będzie podjąć surowe działania.

Ograniczenie dostaw gazu rosyjskiego gazu dla Białorusi zakończyło się sześć lat temu wstrzymaniem tranzytu przez ten kraj surowca do Polski i państw nadbałtyckich. Naszą sytuację ratuje to, że gaz z Rosji sprowadzamy jeszcze tranzytem przez Ukrainę.

Gazprom postawił ultimatum, by zmusić prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę, aby odstąpił Rosjanom tanio kontrolę nad Biełtransgazem i przestał blokować tworzenie unii celnej z Rosją i Kazachstanem - stwierdził Konstantin Simonow, szef rosyjskiej Fundacji Bezpieczeństwa Energetycznego.

Mińsk blokował tworzenie unii celnej, bo nie zgadzał się na wprowadzone mimo tej unii podwyżki cła na rosyjską ropę. Doprowadziło to do ograniczenia importu rosyjskiej ropy przez białoruskie rafinerie i spadku ich rentowności.

Trzy tygodnie temu Łukaszenka zgodził się sprzedać Rosjanom kontrolę nad Biełtransgazem i nowoczesną rafinerią w Mozyrzu - w zamian za tanią ropę i gaz oraz godziwą zapłatę za akcje tych firm. Ale Moskwie takie warunki nie odpowiadają. - 51 proc. akcji Biełtransgazu nie rozwiązuje problemu - powiedział rosyjski minister energetyki Siergiej Szmatko. Domagał się dodatkowo zwolnienia Biełtransgazu z wpłat do rządowych funduszy Mińska.

Jeszcze wyżej podniósł poprzeczkę wicepremier Igor Sieczyn, któremu podlega rosyjska energetyka. - Na razie przejęcie kontroli nad Biełtransgazem nie ma ekonomicznego sensu dla Gazpromu, ale być może z czasem taki sens będzie - stwierdził Sieczyn. Dodał, że Gazprom przepłacił, wydając przez ostatnie cztery lata 2,5 mld dol. za połowę akcji białoruskiej firmy. To była wyraźna sugestia, że Moskwa chce zbić cenę za resztę akcji Biełtransgazu.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos