Firmy są coraz bardziej skłonne zatrudniać i dawać podwyżki. W maju zarabialiśmy przeciętnie 3347 zł (dotyczy firm z sektora przedsiębiorstw, czyli m.in. z pominięciem budżetówki i branży finansowej). Po słabszym kwietniu maj przyniósł więc kolejny wyraźny wzrost płac w stosunku do sytuacji przed rokiem - o 4,8 proc. Analitycy czuli, że dane będą lepsze niż przed miesiącem, ale średnia ich prognoz wynosiła 4 proc.
Podwyżki z powodzeniem zneutralizowały więc wzrost cen w tym samym czasie. Ceny skoczyły o 2,2 proc.
Jednak dużo ważniejszą informacją z
rynku pracy był wzrost zatrudnienia. W porównaniu z kwietniem liczba etatów zwiększyła się o 12 tys., natomiast w ujęciu rocznym, czyli w porównaniu z majem 2009 r., mieliśmy pierwszy od półtora roku wzrost. Wyniósł symboliczne 0,5 proc.
W ten sposób ostatecznie pożegnaliśmy głęboki spadek zatrudnienia, którym okupiliśmy kryzys.
Wiosną
rynek pracy zielenieje, bo więcej jest zajęcia przy pracach sezonowych: w turystyce, rolnictwie, ogrodnictwie czy budownictwie. Dlatego ubywa zarejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych. Według szacunków resortu pracy w maju stopa
bezrobocia spadła z 12,3 do 12 proc. Oficjalne dane o
bezrobociu GUS poda w przyszłym tygodniu. Jutro poznamy z kolei wyniki
produkcji przemysłowej w marcu, analitycy rynkowi oczekują około 9-proc. wzrostu.