- Nasze telefony rozgrzały się do czerwoności - żartuje Agnieszka Honkisz z biura firmy Lane Energy
Polska. Wczoraj ta firma ogłosiła, że w miejscowości Łebień w pomorskiej gminie Nowa Wieś Lęborska zaczęła wiercić w poszukiwaniu złóż gazu łupkowego.
To gaz rozproszony w specjalnych skałach. Dopiero cztery lata temu amerykańskie firmy wynalazły metody jego eksploatacji na wielką skalę i już mają efekty. Pierwszy raz od ponad dekady
USA wyprzedziły Rosję w wydobyciu gazu i uniezależniły się od importu, zdaniem firmy doradczej CERA nawet na 100 lat.
Polska ma największy w Europie potencjał gazu łupkowego - uważają amerykańscy eksperci. Znana firma doradcza Wood Mckenzie ocenia, że możemy mieć prawie 1,5 bln m sześc. takiego gazu. To pozwoliłoby nam zrezygnować z importu gazu na 100 lat i poprawiło bezpieczeństwo energetyczne UE, zwiększając europejskie rezerwy gazu o 50 proc.
Czy to realne szacunki - okaże się po zakończeniu poszukiwań.
- Będziemy wiercić do głębokości 3500 m. Zajmie to sześć do ośmiu tygodniu - powiedziała "Gazecie" Honkisz. Dodała, że jeszcze w tym roku Lane Energy chce zacząć kolejny odwiert w Łebieniu.
Na Pomorzu kanadyjska firma przygotowuje się też do poszukiwania złóż gazu łupkowego na polach w gminie Cedry Wielkie. - Tu także chcielibyśmy zacząć wiercenia w tym roku - powiedziała nam Honkisz. Nie ujawniła, ile kosztują poszukiwania.
Lane Energy to tylko jedna z firm, które szukają w Polsce gazu z łupków. Ministerstwo Środowiska wydało już prawie 60 koncesji na takie prace na obszarze od Pomorza, przez
Podlasie po Lubelskie. Koncesje kupiły m.in. największe koncerny paliwowe USA: ExxonMobil, Chevron, ConocoPhillips.
Polskie firmy już zarabiają na boomie poszukiwań łupków. Do wykonania odwiertu w Łebieniu Kanadyjczycy wynajęli sprzęt i ekipę od Nafty Piła, spółki z grupy Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Należąca także do PGNiG spółka Geofizyka
Toruń wykona wstępne, sejsmiczne prace poszukiwawcze na polu Lane Energy w okolicach Cedrów Wielkich.
Wizja niezależności gazowej Polski zainteresowała premiera Donalda Tuska. W ostatnią niedzielę powiedział, że odkrycie zasobów gazu łupkowego może skłonić rząd do rewizji umowy z Rosją o zwiększeniu i wydłużeniu do 2037 r. zakupów od Gazpromu.
Umowę tę przez rok negocjował wicepremier Waldemar Pawlak. Na jej podpisanie rząd zgodził się na początku lutego. Ale premier Rosji Władimir Putin dopiero 13 kwietnia zgodził się dokończyć z Polską negocjacje gazowe. A wtedy umowę gazową wzięła już pod lupę
Bruksela. KE obawia się, że złamaliśmy prawo europejskie, gwarantując Gazpromowi do 2045 r. ulgowe opłaty za tranzyt gazu i monopol na używanie rury do Niemiec.
Słowa Tuska wzburzyły Pawlaka. Zapowiedział, że umową gazową z Rosją zajmie się podległy premierowi zespół ds. bezpieczeństwa energetycznego. Według naszych informacji - w przyszłym tygodniu. A dyr. Maciej Kaliski z resortu gospodarki zagroził w "Rzeczpospolitej", że jeśli szybko nie podpiszemy umowy z Rosją, to jesienią zabraknie gazu.
Z odsieczą Pawlakowi przyszła Grupa Lotos. W środę gdańska rafineria podpisała kontrakt z PGNiG na dostawy ok. 400 mln m sześc. gazu rocznie przez pięć lat - począwszy od końca 2011 r. Dotąd tych dostaw Lotos nie zapowiadał i trzeba dopiero przygotować gazociąg do gdańskiej rafinerii. Lotos twierdzi, że zarobi na umowie, bo gazem zastąpi paliwa i sprzeda je, zamiast spalać. Ale danych potwierdzających te obietnice Lotos nie przedstawił "Gazecie". Umowa ta oznacza jednak, że PGNiG już w najbliższym czasie potrzebuje więcej gazu, aby zaspokoić potrzeby Lotosu - firmy ważnej dla wszystkich polityków z Wybrzeża.