Biznes Ludzie Pieniądze

Sandomierz: po powodzi firmy toną same

Marcin Sztandera, Sandomierz
17.06.2010 , aktualizacja: 17.06.2010 20:55
A A A Drukuj
- Administracja zostawiła nas samym sobie - mówią zdenerwowani przedsiębiorcy z zalanej części Sandomierza. - Rzeczywiście brakuje rozwiązań. Projekt ustawy dopiero jest tworzony - przyznają urzędnicy.
Zalany Sandomierz
Fot. Kpt Dariusz Drączkowski
Zalany Sandomierz
Spotkanie z urzędnikami Ministerstwa Gospodarki zorganizowali sami przedsiębiorcy. Chcieli się dowiedzieć, na jaką pomoc mogą liczyć. - Ludzie są zrozpaczeni. Straty idą w miliony, a nic nie słychać o konkretnej pomocy dla firm. U nas było 4 metry wody i ta woda stoi od 4 tygodni. Zatrudniamy 188 osób - mówi Katarzyna Sławińska z firmy Santa-Eko zajmującej się m.in. recyklingiem odpadów i współautorka listu, pod którym podpisało się 30 największych przedsiębiorców.

W sandomierskim ratuszu oprócz przedstawicieli resortu i Agencji Rozwoju Przemysłu było około 90 osób, właścicieli jednoosobowych zakładów i dużych pracodawców, takich jak Wydawnictwo Diecezjalne, które zatrudnia około 100 osób.

Duża część przedsiębiorców z prawobrzeżnej części miasta była ubezpieczona. Ale nie wszyscy. - To dlatego, że nikt się nie spodziewał przerwania wałów. Ubezpieczenie kosztuje, a te wały były remontowane kilka lat temu - tłumaczy jeden z przedsiębiorców.

- Miałem ubezpieczenie, ale co z tego? Jak dostanę pieniądze, to pójdą na odbudowę, która potrwa pół roku, rok. Przez ten czas nie będę mógł pracować, tak samo jak moi pracownicy. Z czego będziemy żyć do czasu odbudowy? - pyta rozgoryczony Zbigniew Rusak, właściciel baru Tawerna, który zatrudnia 12 osób.

Urzędnicy ministerstwa poinformowali, że przedsiębiorcy mogą korzystać z pomocy w ramach tzw. pakietu antykryzysowego przygotowanego z myślą o kryzysie gospodarczym. Przede wszystkim zaprezentowano jednak pomoc w ramach ustawy o wsparciu przedsiębiorców dotkniętych skutkami klęsk żywiołowych. - Ale to dopiero projekt, nad którym pracujemy. We wtorek może zajmie się nim rząd - mówi Ewa Swędrowska, wicedyrektor departamentu instrumentów wsparcia Ministerstwa Gospodarki. W jego ramach przedsiębiorcy zatrudniający do 50 osób mogliby skorzystać z pożyczki do 50 tys. złotych. Ale jest kilka warunków, m.in. nieposiadanie zadłużenia, np. w urzędzie skarbowym, przed powodzią.

Poza tym osoby ubezpieczone mogą liczyć tylko na dodatkowe pieniądze, jeżeli ubezpieczenie nie pokryje strat. Pożyczka może być umorzona, jeżeli pieniądze będą wykorzystane na odbudowę firmy. Ale na pełne umorzenie mogą liczyć tylko osoby ubezpieczone. Osoby nieubezpieczone będą musiały spłacić 25 proc.

Taka propozycja tylko zdenerwowała większość zgromadzonych. - To kpina. U mnie straty to 700-800 tys. złotych, Poza tym urzędnicy od czterech tygodni mówią, że nie mogą nam pomóc, bo nie ma instrukcji - mówi Rusak.

- Tak było w ZUS, gdy prosiłam o umorzenie albo zawieszenie części składek, podobnie w urzędzie skarbowym. W urzędzie miasta też rozłożyli ręce - mówi zdenerwowana kobieta. Potwierdza to Marek Bronkowski, wiceburmistrz Sandomierza. - Brakuje nam instrukcji, jak postępować w tej sytuacji. Tego problemu nie ma, jeżeli chodzi o pomoc dla osób fizycznych - tłumaczy.

- Budżet ma swoje ograniczone możliwości i ta kwota jest teraz jaka jest. Poza tym ciągle brakuje informacji, jak duże są straty. Z danych wojewody świętokrzyskiego wynika, że w województwie jest poszkodowanych 80 firm - mówi dyrektor Swędrowska.

Sami przedsiębiorcy proponują, żeby m.in. umorzyć im część podatków, umożliwić korzystanie z niskooprocentowanych kredytów lub utworzyć specjalną strefę ekonomiczną. - Domagamy się, żeby Sandomierz był traktowany w specjalny sposób, bo tu straty były największe. Na razie wygląda na to, że o nas zapomnieli z powodu wyborów - mówią.

- Nie możemy być adresatem wszystkich uwag, bo za podatki odpowiada minister finansów. Ale przekażemy je wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi - mówi Swędrowska i w rozmowie z "Gazetą" przyznaje, że brak jest gotowych rozwiązań, jak pomagać przedsiębiorcom. - Przekonaliśmy się o tym podczas ubiegłorocznej wichury. Pracujemy nad ustawą. Te głosy są bardzo ważne. Ale stworzenie przepisów jest bardzo trudne, bo UE szczególnie przygląda się pomocy publicznej dla firm - tłumaczy.

Odrębne spotkanie odbywali przedstawiciele ARP z pracodawcami zatrudniającymi powyżej 50 osób. Tu przedsiębiorcy usłyszeli, że mogą skorzystać z programu wsparcia, który wcześniej opracowano z myślą np. o zbrojeniówce. - Jest decyzja, żeby rozszerzyć go na obszar poszkodowanych gmin. Cały budżet programu to 500 mln zł. Ale to program o charakterze komercyjnym - zastrzega Marzenna Uraczyńska, dyrektor departamentu projektów restrukturyzacyjnych ARP.

- Dla nas ta oferta jest kompletnie niesatysfakcjonująca, bo podobne warunki jak ARP oferują banki - mówi Sławińska z firmy Santa-Eko.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy