Szczyt Unii Europejskiej w Brukseli wstępnie zatwierdził pierwsze pomysły na reformy ustroju gospodarczego, które mają Europie pomóc w uniknięciu powtórki z kryzysu greckiego. Państwa UE będą co roku przedstawiać swe plany budżetowe do niewiążącej oceny innych członków UE, a kryterium długu publicznego będzie traktowane znacznie poważniej niż dotychczas. Maruderzy mieliby być dyscyplinowani zachętami i sankcjami finansowymi, ale bitwa o konkrety odbędzie się dopiero jesienią. Widmo kar wzbudza największą niechęć Brytyjczyków i Szwedów.
System nowej koordynacji gospodarczej (i częściowo politycznej) UE jest na razie rozwijany w gronie 27 krajów, a nie tylko strefy euro, czego obawiała się
Polska i nie chciały
Niemcy. Nie ma jednak żelaznych gwarancji, czy to się wkrótce nie zmieni, bo szczyt nie zakończył sporów między Paryżem oraz Berlinem, które są "silnikiem" reform Unii, jak zarządzać europejską gospodarką, aby uniknąć dalszych wstrząsów.
Niemcy stawiają przede wszystkim na wzmocnienie rygoru w pilnowaniu obecnych zasad budżetowych, których wieloletnie lekceważenie przez m.in. Grecję uważają za jedną z głównych przyczyn kryzysu. Natomiast Francuzi, którzy skupiają wokół siebie kraje unijnego Południa, szafują hasłami europejskiej solidarności wprawiającymi w popłoch Niemców czy też Holendrów słusznie podejrzewających, że "solidarność" mogłaby stać się kryptonimem dla dalszego finansowania unijnych maruderów przez najbogatsze kraje UE.
Postulaty Francji mają jednak poparcie dość wielu ekonomistów podkreślających, że zaciskanie pasa na Południu powinno być połączone z "solidarnym" pobudzaniem popytu wewnętrznego w Niemczech. To mogłoby jednak źle wpłynąć na ich eksportową potęgę. - Tylko tak można dość szybko zrównoważyć gospodarkę krajów unii walutowej - przekonuje jednak Uri Dadush z brukselskiego Centrum Carnegie.
Francuzi chcieliby, aby wzajemny monitoring, a nawet koordynacja popytu, kosztów pracy, konkurencyjności dokonywała się wewnątrz eurolandu. Wprawdzie prezydent Nicolas Sarkozy podczas spotkania z kanclerz Angelą Merkel w ostatni poniedziałek zasugerował, że odpuszcza sprawę niechcianej przez nią formalizacji oddzielnej rady krajów euro (z osobnym sekretariatem) na rzecz szczytów eurolandu "zwoływanych w razie potrzeby", to - jak tłumaczyli wczoraj unijny dyplomaci - Paryż może wkrótce wrócić do tego pomysłu. Polska jest mu przeciwna, bo boi się marginalizacji krajów spoza strefy w Europie "dwóch prędkości", Wlk. Brytania widzi w tym zagrożenie dla liberalnego wspólnego rynku, a Niemcy - niezdrową konkurencję dla niezależnego
Europejskiego Banku Centralnego.
- Poczekajmy kilka miesięcy. Merkel chce wprowadzić zasadę, która wbrew obecnym dogmatom pozwoliłaby na restrukturyzację długu upadających krajów euro. Aby Paryż zgodził się na to, będzie musiał dostać coś w zamian. Możliwe, że w sprawie choćby częściowej instytucjonalizacji strefy euro - mówi jeden z dyplomatów.
Przywódcy UE przyjęli też program rozwoju UE na najbliższą dekadę (Europa 2020) przewidujący m.in. wzrost inwestycji w badania, redukcję bezrobocia i biedy, ale zobowiązania konkretnych krajów zostaną ogłoszone jesienią. Szczyt zgodził się też z pomysłem powołania we wszystkich krajach UE nowych funduszy ratunkowych, które byłyby oparte na składkach płaconych przez banki. Kiedy te popadłyby w tarapaty, fundusze byłyby jednym ze źródeł doraźnej pomocy finansowej, która podczas ostatniego kryzysu spadła całkowicie na barki rządów, czyli podatników.
- Czas, aby współodpowiedzialni za kryzys zaczęli płacić za jego konsekwencje - mówiła Angela Merkel o bankach i innych instytucjach finansowych. Kraje UE mają wprowadzić obowiązek publikowania wyników bankowych testów wytrzymałości na kryzys (stress tests), na szczycie G20 w
Toronto będą też forsować podatek od transakcji bankowych.
Przywódcy UE zgodzili się na rozmowy akcesyjne z Islandią. To nie oznacza zakończenia sporów między Islandczykami a Wlk. Brytanią i Holandią o zwrot pieniędzy z upadłego banku Icesave. -
Islandia nie stanie się 28 krajem UE, nim nie rozwiążemy tej sprawy - powiedział holenderski premier Jan Peter Balkenende.