Stress testy będą sprawdzianem wiarygodności dla
agencji ratingowych i zewnętrznych audytorów. Jeśli wyniki państwowych kontroli będą rozbieżne z tymi, które przedstawiały prywatne podmioty, możemy być świadkami dużych zawirowań na rynku. A o tym, że audytorzy i
agencje ratingowe zawiodły, przekonaliśmy się już w 2002 r. Sytuacja powtórzyła na początku kryzysu w 2008 r.
Na rynku wszystko opiera się na wiarygodności. Jeśli teraz jej zabraknie, jeśli się okaże, że agencjom nie można ufać, to rynek finansowy nie istnieje. Pozostała nam loteria.
Z niecierpliwością czekam na wyniki stress testów, ale kryją się za nimi pewne ryzyka. Może się okazać, że choć ogólne wyniki są jawne, to wgląd w poszczególne kategorie może być zastrzeżony. Poza tym zasadniczy problem związany ze stress testami polega na tym, że nie wiemy nic o metodologii badania. Nie wiadomo też, czy wyniki z poszczególnych krajów będzie można ze sobą zestawiać na zasadzie rankingu.
Istnieje też inne ryzyko - wyniki mogą służyć podrasowaniu wizerunków poszczególnych krajów w zależności od bieżącej sytuacji gospodarczej. Jeśli dane państwo ma problemy, pokazujemy, że u nas jest wszystko dobrze.
Kolejnym problemem jest to, kto szkoli pracowników administracji publicznej, którzy potem kontrolują bank. Od ludzi z branży można usłyszeć, że to byli lub obecni pracownicy agencji ratingowych uczą urzędników. Czy przekazują oni pełną wiedzę? Jaki jest próg niekompetencyjności urzędników? To kolejne kluczowe pytania.
KNF już od początku kryzysu prowadzi bardzo szczegółowe, rygorystyczne kontrole polskich instytucji. O wyniki badań polskich banków jestem spokojny.
not. is