We wrześniu wchodzą w życie postanowienia Komisji Nadzoru Finansowego zaostrzające dostęp do kredytów bankowych.
Starając się o kredyt, zawsze będziemy musieli udokumentować swoje dochody - także wtedy, gdy kupujemy coś na raty. W styczniu 2011 r. zaczną obowiązywać kolejne utrudnienia - zobowiązania finansowe klienta (albo całego gospodarstwa domowego) będą mogły stanowić maksymalnie 50 proc. jego dochodu.
To, co najbardziej mogą odczuć klienci, to obowiązek 20-proc. wkładu własnego przy kredycie co najmniej 5-letnim. Dla młodego małżeństwa, które chce kupić mieszkanie o wartości 400 tys. zł, oznacza to wyłożenie z własnej kieszeni 80 tys. zł.
Głównym celem rekomendacji T jest wpłynięcie na zachowanie banków, tak by chroniły depozyty mówił serwisowi Wyborcza.biz Maciej Brzozowski z KNF.
- Banki będą musiały dostosować swoją ofertę do nowych warunków, będą szukały rozwiązań. Wiadomo, że na początku nie obejdzie się bez wsparcia rodziców, rodziny... Pamiętajmy jednak, że przepisy mają charakter rekomendacji. Można od nich stosować odstępstwa w zależności od poziomu ryzyka danego klienta - mówi Krzysztof Pietraszkiewicz ze Związku Banków Polskich.
- Ważne, żeby klienci się nie denerwowali, jeśli bank poprosi ich o dodatkowe zabezpieczenie - uspokaja Andrzej Wolski, ekspert Związku Banków Polskich.
Rekomendacja T jest reakcją KNF na kryzys finansowy - między innymi przekredytowanie klientów w
USA doprowadziło do załamania rynku. Poprzez zaostrzenie warunków udzielania pożyczek polski organ nadzorczy chce uniknąć sytuacji, w której klienci nie będą w stanie spłacać swoich zobowiązań kredytowych. Jak szacuje firma Deloitte, 3 mln Polaków straci dostęp do kredytów w bankach. Krytycy pomysłu twierdzą, że wepchnie to ludzi w ramiona instytucji parabankowych, które udzielają pożyczek bez sprawdzania, ale za to na bardzo wysoki procent.
Według danych
Biura Informacji Kredytowej liczba osób, które mają problemy z regularną spłatą pożyczek, wzrosła w ciągu dwóch lat o 622 tys., do 1,821 mln. Tylko w ostatnich trzech miesiącach liczba klientów, którzy zalegają z płatnością zobowiązań powyżej 60 dni, wzrosła prawie o 100 tys.