Latem rozstrzygnie się, kto zarobi 3 mld zł za budowę w Świnoujściu pierwszego polskiego terminalu do odbioru skroplonego gazu LNG. Wczoraj w państwowej spółce Polskie LNG, która odpowiada za tę inwestycję, otwarto oferty ubiegających się o zlecenie. Najtańszą złożyło konsorcjum włoskiego koncernu Saipem i polskiego PBG, które chce zbudować gazoport za 2 mld 947 mln zł brutto. Włosi i PBG nieznacznie przebili koreańskie Daewoo wyceniające usługi na 3 mld 82 mln zł. Za to Koreańczycy dostaną dodatkowe punkty, bo liczą najtaniej za kluczowe instalacje terminalu.
Najwięcej - 3 mld 405 mln zł - za budowę chce konsorcjum francuskiego Sofregazu i polskiej firmy Polimex Mostostal.
- Do końca czerwca zweryfikujemy oferty i wybierzemy zwycięzcę. Jeśli nie będzie protestów, kontrakt z wybranym konsorcjum podpiszemy w połowie lipca. Jeśli jednak zostaną zgłoszone protesty, to trafią do arbitrażu i wtedy kontrakt podpiszemy pod koniec sierpnia - powiedział prezes Polskiego LNG Zbigniew Rapciak.
Budowa terminalu ma się zacząć we wrześniu, bo ma być oddany do użytku do lipca 2014 r. O poślizgach nie ma mowy. W drugiej połowie 2014 r. do Świnoujścia zawiną pierwsze statki ze skroplonym gazem, który przed rokiem PGNiG zamówiło w Katarze.
Terminal w Świnoujściu będzie mógł odbierać do 5 mld m sześc. gazu rocznie w postaci skroplonej. Po rozbudowie jego potencjał wzrośnie o 50 proc. Ale to odległa przyszłość. Na razie pewne są dostawy 1,5 mld m sześc. katarskiego gazu i terminal będzie pracować na pół gwizdka.
A jeśli ktoś zbuduje gazoport konkurencyjny dla szykowanego przez państwo w Świnoujściu?
- Nie ma teraz miejsca w Polsce na dwa terminale - powiedział "Gazecie" Jan Chadam, szef państwowej firmy gazociągowej Gaz-System, do której należy firma Polskie LNG.
Pomysł na taki konkurencyjny gazoport ma... PGNiG. Początkowo to ta właśnie firma miała budować terminal w Świnoujściu, ale dwa lata temu odstąpiła projekt państwowemu Gaz-Systemowi.
Jak się dowiedzieliśmy, PGNiG zamierza zbudować swój gazoport w Zatoce Puckiej, w pobliżu gminy Kosakowo. Byłaby to tzw. bojka, czyli pływający terminal do odbioru gazu ze statków na morzu. "Bojka" byłaby połączona rurą z lądem, gdzie znajdowałyby się instalacje zamieniające skroplony surowiec w gaz. Dodatkowo zaplanowano podmorską rurę z Trójmiasta - aż do rafinerii Lotosu. Formalnie terminal mógłby odbierać do 1,5 mld m sześc. gazu rocznie, ale według naszych rozmówców jego moce byłyby trzy razy większe.
W zeszłym tygodniu PGNiG zgłosiło się do Ministerstwa Gospodarki po dotacje na tę inwestycję z pieniędzy UE.
Resort gospodarki oględnie przyznaje, że zgłoszono trzy nowe projekty do rewidowanej listy inwestycji dotowanych z UE w ramach Programu Operacyjnego "Infrastruktura i środowisko". - Obecnie są one w trakcie oceny pod kątem kryteriów strategicznych oraz wykonalności w okresie programowania 2007-15 - stwierdziło Ministerstwo Gospodarki. O konkretach chce mówić po 2 lipca.
Dystansu nie kryje Ministerstwo Skarbu formalnie nadzorujące PGNiG. - Wiemy, że wniosek wpłynął do Ministerstwa Gospodarki. Ale teraz absolutnym priorytetem jest budowa terminalu LNG w Świnoujściu. Nie ma zgody na inwestycje, które zaszkodziłyby budowie terminalu w Świnoujściu lub obniżyły jego wartość - powiedział "Gazecie" wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski.
- Wnioskowaliśmy wstępnie o 370 mln zł dofinansowania - informuje "Gazetę" PGNiG. Koncern twierdzi, że terminal ma odbierać sprężony gaz CNG z Norwegii, ale przyznaje, że mógłby odbierać także skroplony gaz LNG z odpowiednio wyposażonych statków. Projekt ma "uzupełnić strategiczne inwestycje w dywersyfikację źródeł dostaw gazu" i stworzyć źródło dostaw gazu dla Trójmiasta od strony morza.