Indywidualni inwestorzy zapisywali się po cenie, która nie mogła przekroczyć 0,70 zł, ale o tym, ile ostatecznie zapłacili, zdecydowały potężne fundusze emerytalne i inwestycyjne. I tu niespodzianka. Zaproponowały tak niskie ceny, że minister skarbu Aleksander Grad musiał zaakceptować jedynie 57 gr za akcję (5,13 zł po scaleniu akcji).
- Cena odzwierciedla sytuację rynkową. Jest optymalna z punktu widzenia wszystkich: skarbu państwa, inwestorów indywidualnych i instytucji - powiedział minister Grad. - Był moment, gdy sytuacja była tak trudna, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się przebić z tą ofertą w świecie - dodał minister.
Cena 0,57 zł oznacza, że cały Tauron warty jest jedynie 8 mld zł. Wyceny sporządzone przez banki inwestycyjne przed ofertą publiczną były w granicach 7,2-15,2 mld zł. W zeszłym roku władze Tauronu mówiły, że koncern jest wyceniany nawet na 15-20 mld zł.
W sumie 121 krajowych i zagranicznych instytucji finansowych złożyło deklaracje zakupu akcji Tauronu, w tym licznie krajowe fundusze emerytalne i inwestycyjne.
- Trochę jestem zaskoczony tak niską ceną, ale dobrze się stało, że do tej oferty doszło, bo nie ma żadnej gwarancji, że za pół roku cena byłaby wyższa - powiedział nam Alfred Adamiec, doradca z firmy Efect.
Z powodu niższej ceny zamiast 5,2 mld zł skarb państwa zgarnie 4,2 mld zł. Ale i tak jest to dużo dla tegorocznego planu prywatyzacyjnego opiewającego na 25 mld zł. Po sprzedaży Tauronu plan będzie zrealizowany już w blisko połowie.
Niska cena sprzedaży jest na rękę drobnym inwestorom, którzy dopisali podobnie jak wcześniej w ofercie PZU.
- Mamy ogromny sukces "akcjonariatu obywatelskiego". Ponad 230 tys. Polaków zapisało się na akcje Tauronu. To zaskoczenie dla nas i ekspertów, bo spodziewaliśmy się dwa razy mniej - powiedział minister Grad. Przy okazji tej oferty ok. 80 tys. Polaków postawiło pierwsze kroki na giełdzie. W sumie dzięki PZU i Tauronowi liczba indywidualnych inwestorów zwiększyła się o 220 tys. osób. Samodzielnie inwestuje na naszym rynku już blisko 1,4 mln osób.
Drobni inwestorzy zamówili ok. 30 proc. więcej akcji niż dla nich przewidziano, pomimo powiększenia ich puli z 20 do 25 proc. całej oferty. Oznacza to, że nie wszyscy kupią tyle akcji, ile zamówili. Za kilka dni za pośrednictwem systemu informatycznego giełdy zostanie ustalony tzw. maksymalny przydział na jedno zamówienie. Według naszych szacunków może wynieść ok. 9500 akcji. Każdy, kto zamówił taką liczbę lub mniejszą, dostanie wszystkie akcje. Pozostali otrzymają tylko maksymalny przydział i będą mogli liczyć na ekstra papiery, jeśli takie pozostaną. Jeśli maksymalny przydział wyniósłby 9500 akcji, to będzie wart 5415 zł. Reszta pieniędzy zostanie zwrócona bez odsetek inwestorom na rachunki inwestycyjne w dniu przydziału akcji - 28 czerwca.
Tauron ma zadebiutować na parkiecie 30 czerwca. - Myślę, że będzie to udany debiut - uważa minister Grad.
- Spodziewaliśmy się, że cena zostanie ustalona poniżej ceny maksymalnej, jest sporo poniżej, natomiast dzięki temu oferta ta staje się atrakcyjna, bo stwarza możliwość zarobienia. Ja cenę po debiucie widziałbym w okolicach 65-70 gr - powiedział agencji Reuters analityk Erste Banku Piotr Łopaciuk.