- Kryzys finansowy się nie skończył. Przepoczwarzył się - mówił wczoraj podczas panelu prof. Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej, obecnie członek rady gospodarczej przy premierze. - To czy kryzys finansowy skończy się, zależy od rządów i od tego co zrobią ze swoimi finansami publicznymi - dodał.
Jego zdaniem jeżeli okaże się, że obecne zapowiedzi cięć budżetowych to tylko puste deklaracje, to ciężar kryzysu spocznie na barkach banków centralnych. - Oznaczałoby to znaczny wzrost
emisji pieniądza i załamanie się wiary w zdolność banków do kontrolowania inflacji i wejście w bardzo dużą niestabilność ekonomiczną - ostrzega Filar.
Kolejne rządy ogłaszają programy oszczędności budżetowych. Wczoraj brytyjski minister finansów George Osborne zaprezentował plan przewidujący m.in. zamrożenie pensji w sektorze publicznym, nowy podatek od banków i wyższy VAT. Do tego Brytyjczycy planują obciąć wydatki publiczne o 17 mld funtów w ciągu 4-5 lat.
Tymczasem w Polsce od tygodni na pierwszym planie jest kampania wyborcza, a nie plany konsolidacji finansów publicznych. - Jeżeli ze względu na cykl wyborczy przesuwamy w czasie podjęcie niezbędnych działań dostosowawczych w finansach publicznych, to później będą one musiały być albo bardziej radykalne, albo będą pisane na kolanie - ostrzega Bogusław Grabowski, prezes Skarbiec Asset Management, niegdyś członek RPP.
Wiceminister finansów Dominik Radziwiłł przypomniał jednak, że polski rząd do tej pory przedstawił dwa projekty, które obecnie zyskują kształt ustaw. Chodzi o wprowadzenie reguły wydatkowej oraz poprawę zarządzania finansami publicznymi. Zapowiada, że już niedługo rząd zaproponuje więcej. - Będą potrzebne dodatkowe elementy. Zostaną one uwzględnione w planie finansów publicznych na następne trzy lata ogłoszonym do końca lipca - zapowiada wiceminister.