Były petardy, bębny, związkowe flagi i tradycyjnie już wykrzykiwane hasła: "Złodzieje, złodzieje, złodzieje!". Ale poza tym związkowcy dotrzymali obietnicy. Demonstracja pod siedzibą Kompanii Węglowej, na której zjawiło się ponad 1,5 tys. górników, odbyła się bez burd i zniszczeń. Ostre były za to słowa. - W tym budynku siedzą patafiany, które nie potrafią zarządzać firmą górniczą - grzmiał Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności", i przekonywał, że związkowcy powinni się zjednoczyć, by bronić nie tylko kopalni Halemba-Wirek, ale także innych kopalń. - Zakłady, które broniły się same, tak jak stocznia w
Szczecinie nie przetrwały - stwierdził Kolorz.
Związkowcy z "Solidarności", Sierpnia '80, Związku Zawodowego Górników w Polsce i mniejszych central postanowili wspólnie zaprotestować, bo ważą się losy kopalni Halemba-Wirek w Rudzie Śląskiej, gdzie pracuje 4,7 tys. górników. Choć nikt nie chce przyznać tego oficjalnie, czarny scenariusz zakłada nawet, że kopalnia zostanie "uśpiona", czyli de facto zamknięta. Wszystko dlatego, że zakład przynosi gigantyczne straty. Tylko w zeszłym roku było to 323 mln zł, a od 2003 roku, czyli od momentu powstania Kompanii Węglowej, do której należy kopalnia, już 1,2 mld zł!
Tymczasem górnicy winą za fatalną kondycję zakładu obarczają zarząd Kompanii. Przekonują, że kopalnia mogłaby wydobywać 14 tys. ton węgla na dobę, a z powodu złego zarządzania fedruje tylko 6 tys. - Skoro nie ma inwestycji, to nie można wydobywać węgla! Ta kopalnia była w powolny sposób przygotowywana do tego, by zniszczyć 200 mln ton zasobów węgla - przekonywał podczas pikiety Marceli Murawski z Sierpnia '80 w Halembie-Wirku.
Filip Stalmaski, jeden z uczestników pikiety, pracuje w rudzkiej kopalni od 20 lat. Mówi, że jeszcze do niedawna on i jego koledzy nie wierzyli w pogłoski, że kopalni grozi likwidacja, ale zmienili zdanie, gdy okazało się, że zakład dostanie trzykrotnie mniej na inwestycje niż dotychczas. - No i otwarły nam się oczy, że wydali na nas wyrok. Bo z takimi pieniędzmi nie przetrwamy - mówi pan Filip, ściskając w dłoni związkową flagę.
Kompania przekonuje, że nawet jeżeli zapadnie decyzja o "uśpieniu" Halemby, to nikt z górników nie straci
pracy. Dla górników to słabe pocieszenie. - Nie chcę się przenosić i zaczynać wszystkiego od nowa. To dobre dla młodych, a nie takich jak ja, przed emeryturą - przekonuje Stalmaski.
Związkowcy, co ciekawe, nie ograniczyli się tylko do demonstrowania. Przekazali zarządowi Kompanii własny projekt wydobycia w kopalni Halemba do 2020 roku. Zaproponowali m.in. udostępnienie pokładów w południowej części kopalni, wykonanie nowych dróg transportu węgla czy nowej wentylacji. Określili nawet, skąd wziąć na to pieniądze. Z kredytu bankowego, emisji obligacji oraz dotacji na ochronę środowiska.
Zarząd Kompanii przekonuje, że żadne decyzje dotyczące przyszłości kopalni Halemba-Wirek jeszcze nie zapadły. Losy zakładu rozstrzygną się w nowej strategii spółki, która ma być gotowa do końca lipca. Ale sytuacja Halemby-Wirka, co potwierdził wiceprezes KW ds. restrukturyzacji Jacek Korski, nie jest dobra. Kopalnia do każdej tony wydobytego węgla dopłaca dziś 4 zł.