Na żądanie włoskich polityków Fiat chce zwiększyć produkcję aut we Włoszech. Przede wszystkim przenosząc za rok produkcję nowej wersji przebojowego modelu Panda z Tychów do fabryki w Pomigliano d'Arco pod Neapolem. Koncern z Turynu wyda na to aż 700 mln euro. Zażądał tylko od włoskich robotników, by pracowali podobnie jak Polacy - na trzy zmiany dziennie, także w sobotę. I zmniejszyli absencję.
Koncern zapowiedział, że jeśli robotnicy się nie zgodzą, to zamknie fabrykę i zostawi Pandę w Polsce.
We wtorek w referendum żądania koncernu zaakceptowało 62 proc. pracowników spod Neapolu, przeciw było 37 proc. Wczoraj Fiat z niezadowoleniem odnotował, że "nie może dojść do porozumienia z tymi, którzy przeszkadzają tchnąć nowe życie w fabrykę". Związkowcy nie mają wątpliwości. - Fiat potwierdza, że Panda przejdzie do Pomigliano d'Arco. Chcę tylko mocniejszych gwarancji - powiedział agencji Reuters Bruno Vitali, szef jednej z central.
- Panda to kura znosząca
złote jaja, ponieważ to dobry
samochód i ponieważ jest produkowany w Polsce. Dlatego Fiat chce twardych gwarancji - potwierdził Reutersowi analityk z giełdy w Mediolanie.
- W Polsce Panda była wytwarzana dobrze, na najwyższym poziomie, jakiego nigdy nie osiągnął żaden włoski zakład
Fiata - powiedział dyr. generalny Fiata Sergio Marchionne, cytowany przez PAP. Ale Fiat nigdy nie przedstawił rachunku, uzasadniającego wyprowadzenie Pandy z Polski.
To cios poniżej pasa w tyski zakład - największą i najbardziej wydajną fabrykę Fiata w Europie. W 2009 r. 6,1 tys. jej pracowników wyprodukowało ponad 600 tys. aut - niemal tyle, co 22 tys. osób z czterech włoskich fabryk Fiata. Na Pandę przypada połowa produkcji Tychów. Jej montaż od siedmiu lat zapewniał stabilność zakładom. Do Tychów Fiat przeniesie nową Lancię Ypsilon, ale to nie zrekompensuje straty. Produkcja Ypsilona będzie co najmniej o połowę mniejsza.
Tyska fabryka od 1992 r. korzysta z pomocy publicznej. Do dziś jest np. zwolniona z podatku dochodowego.
Ucierpi też wizerunek Polski. Dotąd żaden koncern nie przenosił produkcji aut z Europy Wschodniej na Zachód - przyznał szef Fiata. To sygnał, że nie jesteśmy atrakcyjni dla lukratywnych inwestycji w motoryzację, która na razie stanowi 20 proc. polskiego
eksportu. Sygnał kolejny, bo dwa lata temu rząd przegrał rywalizację o fabrykę mercedesów z Węgrami, stojącymi na skraju bankructwa.
Ale los tyskiej fabryki nie interesuje rządu. Gdy pół roku temu Fiat po raz pierwszy powiedział, że rozważa przeniesienie Pandy do Włoch, Ministerstwo Gospodarki nie chciało się nawet dowiedzieć dlaczego. - Ministerstwo Gospodarki nie planuje żadnych inicjatyw w tej sprawie - informował nas resort, kierowany przez wicepremiera Waldemara Pawlaka. Teraz ministerstwo potwierdzało, że nie ma z centrali Fiata oficjalnych informacji o planach wobec tyskiej fabryki i nie pytało o to. - To szokujące - w bierność naszego rządu i milczenie centrali Fiata nie chcieli uwierzyć włoscy dziennikarze i politycy, którzy dowiedzieli się o tym ode mnie w debacie we włoskiej telewizji La7.
Nie zawsze rząd jest tak bierny. Minister skarbu Aleksander Grad chce, by
bank PKO BP wykupił udziały Irlandczyków w banku WBK BZ. Pytany przez "Gazetę" o interwencję rządu w tej sprawie Grad nie zaprzeczył, tłumacząc: - Minister polskiego rządu ma prawo wyrazić zdanie, jakie są interesy polskiego państwa.
Dlaczego nie dotyczy to produkcji Pandy, czyli gwarancji pracy dla tysięcy robotników tyskiej fabryki i jej kooperantów oraz 1 mld euro eksportu z Polski rocznie?