Powód? Przez ograniczenia inwestycji zagranicznych (poza Polską
OFE mogą inwestować do 5 proc. swoich środków) fundusze nie mają gdzie uciec z pieniędzmi, kiedy nie zgadzają się z polityką spółki.
Barierą jest też sposób oceniania wyników OFE. Dziś porównuje je się między sobą, a nie względem zewnętrznego miernika, np. WIG-u. To powoduje, że OFE inwestują bardzo podobnie, bo żaden nie chce ryzykować, że wypadnie gorzej od pozostałych. Nie mają więc motywacji, żeby bardziej angażować się w spółkach, w których są akcjonariuszami. - Przez to OFE tracą szansę na wyższe stopy zwrotu, bo reprezentanci emerytów w zarządach spółek, podobnie jak skarbu państwa, są impulsem do maksymalizacji zysków - mówi Kerner.
Wskazuje na przykład amerykańskich pracowniczych funduszy emerytalnych (PERS), które są bardzo aktywne jako akcjonariusze. - Nie tylko angażują się w działalność spółek, ale też lobbują w ich interesie u władz, w Komisji Papierów Wartościowych, a nawet za granicą - przekonuje Kerner.
- W
USA fundusze działają aktywnie, ale nie można ich porównywać z naszymi, bo są bardzo różne - mówi prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej. Zgadza się jednak z wnioskami raportu. - Od dawna apeluję o to, żeby OFE mogły więcej inwestować za granicą i o zmianę oceny ich wyników inwestycyjnych - dodaje.
Co na to OFE? - Chcemy zwiększać liczbę członków rad nadzorczych w spółkach, tak żeby patrzyli zarządowi na ręce - deklaruje Grzegorz Chłopek, prezes PTE ING. Zastrzega jednak, że ING nie będzie tam wstawiał swoich pracowników.