Biznes Ludzie Pieniądze

Tajwańczycy biorą fabrykę od Della

Joanna Blewąska, Łódź
28.06.2010 , aktualizacja: 27.06.2010 22:24
A A A Drukuj
Łódź wygrała polsko-irlandzką wojnę o Della. Amerykański producent komputerów zamknął zakład w Limerick i montaż przeniósł na łódzki Olechów. Polska jeszcze nie przestała świętować, gdy Dell ogłosił, że... z Polski odchodzi. Fabrykę właśnie przejmują Tajwańczycy
Przyjście nowych szefów to główny temat rozmów w łódzkim zakładzie. Ale oficjalnych informacji niemal nie ma, większość "newsów" to plotki przekazywane sobie przez pracowników.

Jak się pracuje dla Tajwańczyków?

Słyszeli już, że dla Foxconnu trzeba będzie pracować szybciej. I że - być może - będą zwolnienia, bo szefowie fabryki będą mieć w zarządzaniu wolną rękę, mogą robić, co chcą, byleby były dobre wyniki.

- Średnio zarabiamy jakieś 12-14 zł za godzinę brutto - mówi pracownik. - Ale podobno Foxconn tyle nie da.

Inny "news": zakład ma pracować przez siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. - Dziś pracujemy na dwie zmiany, sześć dni w tygodniu - mówi monter serwerów. - Przy całodobowym systemie nie będzie nadgodzin. A one były podwójnie płatne i pozwalały nieźle dorobić.

Marcin Nowak jest menedżerem w polski-chińskiej spółce z siedzibą w Hongkongu. Rynek azjatycki zna doskonale. - Standardy ostre i surowe, uporządkowana hierarchia - mówi. Nowak poznał nawet kilkoro pracowników fabryki Foxconnu w chińskim Shenzhen. Są zadowoleni. - Płaca jak na tamtejsze warunki niezła, a praca stabilna - opisuje.

Ale z Polakami może być inaczej. Zakłady Foxconn to takie "fabryki do wynajęcia". Spółka nie produkuje pod swoją marką, wykonuje elementy dla Nokii, Apple'a. Niezwykle ważne jest zabezpieczenie ich własności intelektualnej. - Dlatego w zakładzie panuje ścisły nadzór, kontrola. Pracownicy przechodzą przez wiele bramek wykrywających metale, po hali przechadzają się nadzorcy, którzy wszystkich obserwują - opowiada Nowak. - Polakom może być trudno przyzwyczaić się do takiej kontroli.

W Polsce niewiele jest spółek z Tajwanu, ale mamy już spostrzeżenia z firm koreańskich i japońskich. - Jest duża rotacja pracowników, bo nie wszyscy akceptują warunki pracy. Może okazać się, że łodzianie będą musieli pracować więcej, szybciej i za mniej - potwierdza Nowak.

Pracownik z Łodzi: - Słyszeliśmy o zamieszkach w fabryce Foxconnu w Meksyku. Załoga wznieciła tam pożar. Jak nas zdenerwują, zrobimy to samo. Nie będą z nami pogrywać.

Co Łódź miała z Della?

Dell to największa w historii Łodzi zagraniczna inwestycja, a zapowiedziane w 2006 r. 12 tys. miejsc pracy (trzy w samym zakładzie, reszta to kooperanci i poddostawcy) było dla miasta zbawieniem. Do dziś zakład zatrudnił 2 tys. pracowników.

Od początku inwestor był w Łodzi hołubiony. Miasto wskazało mu duży teren niedaleko blokowiska (Dell chciał być blisko potencjalnych pracowników), błyskawicznie dobudowało do działki dwupasmową drogę. Wszystko dla Della miało być załatwiane "od ręki i perfekt". Gdy raz nawalił catering i goście z Della dostali za duże i rozmiękczone kanapki, na kilka tygodni została zdymisjonowana Teresa Białecka-Krawczyk, szefowa zespołu obsługi inwestora. A Kropiwnicki sam wbijał łopatę w ziemię, na której miał stanąć zakład.

Dell rozbudził w Łodzi apetyty na zagraniczne inwestycje. Sięgnęły szczytu, gdy wygraliśmy "polsko-irlandzką wojnę o Della" - zamknięto zakład w Irlandii i przeniesiono produkcję do łódzkiej fabryki. W Limerick z dnia na dzień pracę straciło 1,9 tys. osób.

Na Wyspach "Lodz" gościła we wszystkich mediach. A w "New York Timesie" ukazał się entuzjastyczny materiał o Łodzi, którą przedstawiono jako symbol opierający się światowej recesji.

Co Dell miał z Łodzi?

Za inwestycje w Łodzi polski rząd obiecał Dellowi około 216 mln zł pomocy - w gotówce i zwolnieniach podatkowych. Wypłatę wstrzymywała niemal przez rok Komisja Europejska, która sprawdzała, czy taka pomoc nie naruszy zasad konkurencyjności w Europie. By Dell dostał pieniądze, lobbowali polscy ministrowie, europosłowie, nawet wicepremier Waldemar Pawlak.

We wrześniu 2008 r. kryzys rozkręca się na dobre. Dell zapowiada cięcie kosztów poprzez m.in. outsourcing, czyli przekazanie montażu w obce ręce. The "Sunday Times" spekuluje, że Dell może chcieć sprzedać zakład tajwańskiemu Foxconnowi, ale w Polsce ignorują informacje. Dell nie odejdzie, bo czeka na rządową pomoc - mówią decydenci.

W końcu Komisja zgodziła się na wypłatę. Ministerstwo Gospodarki odblokowało konto, na którym czekały pieniądze. Dell podziękował i... trzy miesiące później ogłosił, że wynosi się z Polski, a łódzką fabrykę sprzedaje tajwańskiej firmie Foxconn.

W Ministerstwie Gospodarki przez kilka miesięcy głowiono się, co w takim razie z resztą rządowej pomocy. Bowiem umowa z Dellem w ogóle nie przewidywała takiej sytuacji, jak sprzedaż zakładu. W końcu zapadła decyzja: Dellowi pieniądze się należą, bo stworzył miejsca pracy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos