O postulatach szefa SLD napisała w środę "Gazeta".
Na marginesie można zapytać, dlaczego opozycja nie domaga się podwyżek świadczeń dla samotnych matek, osób niepełnosprawnych i rodzin wielodzietnych. Czyżby uważała, że oni żyją na odpowiednim poziomie?
A skoro los emerytów tak bardzo leży jej na sercu, dlaczego sama nie wprowadziła proponowanych dziś zmian?
SLD emerytów nie rozpieszczał. Za swoich rządów ustalił zasady waloryzacji emerytur i rent, które przyprawiają dziś niejednego seniora o dreszcze. Waloryzacja według pakietu Hausnera z 2004 r. miała następować tylko wtedy, gdy od ostatniej podwyżki wskaźnik inflacji przekroczył 5 proc. - nie rzadziej jednak niż raz na trzy lata. To oznaczało, że w latach 2006-07 emeryci nie dostaliby ani złotówki więcej. Ostatecznie dostali, bo do władzy doszedł PiS i ogłosił "najbardziej sprawiedliwy system podwyżek".
Od 1 marca 2008 r. mamy więc podwyżkę co roku. Wskaźnik waloryzacji uwzględnia inflację oraz 20-proc. wzrost płac. Tylko w 2008 r. podwyżka kosztowała
budżet 5,6 mld zł.
W kolejnych dwóch latach (2009-10) rząd PO-PSL zgodnie z zasadami ustalonymi przez PiS na podwyżkę emerytom przeznaczył kolejne blisko 10 mld zł. Najwięcej w Europie.
Choć to kosztowne dla budżetu, a z danych GUS wynika, że dochód na głowę w gospodarstwie emeryckim jest wyższy od dochodu w gospodarstwie pracowniczym (gdzie są dzieci), to Platforma o zmianach nawet się nie zająknęła.
Dlaczego więc teraz PiS chce zmiany swoich własnych reguł? Czyżby przekonał go do tego szalejący na świecie kryzys, w wyniku którego cała Europa zamiast podwyżek ścina emerytury do granic możliwości? Tak zrobiła już
Łotwa.
Bułgaria,
Rumunia,
Hiszpania zapowiedziały, że ich seniorzy nie dostaną przez najbliższe lata żadnego wyrównania - nawet o wskaźnik inflacji.
PiS i SLD nie wprowadziły też płacy minimalnej na poziomie 50 proc. średniej krajowej i zniżek dla emerytów na bilety do kina czy muzeów. To nie przeszkadza im domagać się tego teraz od PO-PSL.
Kto za ich pomysły zapłaci? Budżet. A skąd ma wziąć?
- Trzeba zorganizować wielką debatę i wtedy coś się wymyśli - mówią zgodnie SLD i PiS.
Tyle że od samego mieszania w szklance herbata nie staje się słodsza.
Jeżeli Napieralskiemu i PiS-owi naprawdę zależy na wyrównywaniu szans i sprawiedliwości społecznej, niech ogłoszą, że są za reformą służb mundurowych, KRUS-u czy systemu emerytur górniczych. Dzięki likwidacji tych niespotykanych nigdzie w świecie, a wywalczonych często demonstracjami pod Sejmem przywilejów dla "wybranych" budżet miałby dodatkowe 20 mld zł rocznie.
Po co się jednak komukolwiek narażać?
Lepiej rozbudzać nadzieję i udawać obrońcę uciśnionych.