Chodzi o przepisy, które nakazują prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) prowadzenie wykazu wykonawców, którzy "wyrządzili szkodę, nie wykonując
zamówienia lub wykonując je nienależycie". Przy czym ta szkoda musi być stwierdzona orzeczeniem sądu.
Prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa Marek Michałowski przyznał w czasie poniedziałkowej konferencji, że to rozwiązanie miało pomóc przedsiębiorcom. Okazuje się jednak, że może też im zaszkodzić. Sęk w tym, że jeśli w czasie realizacji kontraktu dojdzie do nieporozumień natury finansowej, to firma, która zdecyduje się na proces, ryzykuje tym, że w przypadku przegranej zostanie wykluczona z rynku na trzy lata.
Prezes Warszawskiego Centrum Postępu Techniczno-Organizacyjnego Budownictwa (WACETOB) Olgierd Sielewicz twierdzi, że częstym zarzewiem sporów jest zła specyfikacja istotnych warunków zamówienia czy dokumentacja projektowa. W efekcie może się okazać, że firma musi wykonać większy zakres robót, za co zamawiający nie zawsze chce jej zapłacić. Do sporów dochodzi także przy odbiorze robót.
Do tej pory budowlańcy unikali konfrontacji, jeśli istniało choćby minimalne ryzyko przegranej. Tym bardziej że marże mieli stosunkowo wysokie. Kryzys spowodował jednak, że zarówno zamawiający, jak i przedsiębiorcy zaczęli liczyć każdą złotówkę. - Z prywatnym inwestorem możemy negocjować, a z publicznym - nie. Firma, która złoży w
przetargu ofertę, musi zaakceptować wszystkie warunki zamawiającego - mówił prezes firmy Erbud Józef Zubelewicz.
Mecenas Andrzej Kwaśnik zauważa, że nie ma wymogu doręczenia prezesowi UZP uzasadnienia orzeczenia sądu. Tymczasem z samej sentencji nie wynika, czy zasądzana jest zapłata określonej kwoty z tytułu wyrządzonej szkody, czy np. kary umownej (choćby za przekroczenie terminu). Poza tym nie ma znaczenia wysokość odszkodowania. W tej sytuacji bardzo niebezpieczne mogą się okazać zwykłe nakazy zapłaty wydane w postępowaniu upominawczym. Z wyjaśnień tego adwokata wynika, że może się zdarzyć, że firma nie dowie się o takim postępowaniu, bo sąd wydaje nakaz na posiedzeniu niejawnym na podstawie dokumentów przedłożonych mu przez zamawiającego.
Joanna Głowacka z Kancelarii Kwaśnik i Głowacka Radcowie Prawni dodaje, że dyrektywa unijna nie przewiduje tak surowych sankcji. W Niemczech czy Austrii prawo przewiduje wykluczenie z rynku
zamówień publicznych, ale wyłącznie z przyczyn karnych, np. prania brudnych pieniędzy, oszustwa, wyłudzenia subwencji czy korupcji.
Wiceprezes UZP Dariusz Piasta uspokajał, że celem nie jest karanie, ale prewencja. Równocześnie przyznał, że chodzi o zabezpieczenie interesu zamawiających. - I proszę nie demonizować listy, bo znalazło się na niej tylko dziewięć firm - przekonywał. Dodajmy, że wśród nich nie ma ani jednej firmy budowlanej.