- To nadużycie. Pierwszy portal, o jakim słyszałam, który chce zawłaszczać i wykorzystywać bez ograniczeń wszystko, co na nim umieścili ludzie, którzy mu zaufali w jakimś stopniu. Pomóżcie nam zaprotestować - tak w liście do "Gazety" pisała pani Bożena. Na forach wielu internautów deklarowało, że konto w Naszej-klasie usunie lub już usunęło. Bo nie zgadzają się na nowy regulamin.
Internautów oburzyło m.in. - choć podobne zapisy ma np. światowy potentat
Facebook, w którym konta ma ponad 450 mln użytkowników - udzielenie zgody spółce na nieodpłatne przetwarzanie i wykorzystanie wizerunku. I zapisy, które według prawników pozwalały Naszej-klasie nawet na wykorzystanie zdjęcia z profilu... na kubku sprzedawanym w supermarkecie.
"Gazeta" o sprawie pisała w
sobotę. A Nasza-klasa tłumaczyła, że choć zmiany mogą wyglądać z prawnego punktu widzenia na "drakońskie", to intencje spółki są zupełnie inne.
- Rozpoczęliśmy testowanie gier, w których wyświetlanie innym użytkownikom podobizny współgraczy jest nieodłącznym elementem usługi - podawała przykład Joanna Gajewska, rzeczniczka serwisu. A do tego spółka potrzebuje zgody na przetwarzanie wizerunku. Podobnie jak do wprowadzenia innych aplikacji dostępnych u konkurencji.
Już raz na braku takich zgód spółka się przejechała - jednemu z użytkowników musiała zapłacić 5 tys. zł odszkodowania za to, że bez zgody wykorzystała jego zdjęcie w reklamie
karty kredytowej banku ING (choć reklamę widział tylko on po zalogowaniu się na konto w serwisie).
Teraz nowy regulamin trzeba akceptować, inaczej spółka konto skasuje. - W dłuższej perspektywie czasowej utrzymywanie kilku wersji portalu byłoby niemożliwe - mówi Gajewska. To logiczne, ale prawnicy mają wątpliwości, czy Nasza-klasa może konta skasować.
- Zapisy w regulaminie, na które użytkownik nie ma wpływu, bo np. nie może ich negocjować, a które stawiają go w rażąco niekorzystnej pozycji wobec administratora serwisu, mogą być uznane za tzw. niedozwolone klauzule umowne - mówi radca prawny Tomasz Ejtminowicz z gdyńskiej kancelarii Meritum Ejtminowicz Skibicki Trojanowski i Partnerzy. I zauważa, że takich praktyk zakazuje kodeks cywilny. - Co oznacza, że takie klauzule nie wiążą konsumenta i Nasza-klasa nie mogłaby jednostronnie rozwiązać umowy.
"Dyskusyjne jest, czy portal społecznościowy może uzależniać rejestrację użytkownika od zgody na komercyjne wykorzystanie jego wizerunku, skoro świadczenie użytkownika nie ma bezpośredniego związku z działalnością portalu" - pisze na swojej stronie internetowej adwokat Tomasz Przybecki, dodając, że można się zastanawiać, czy serwis nie nadużywa dominującej pozycji na rynku (Nasza-klasa wciąż ma najwięcej, bo blisko 14 mln użytkowników) do wymuszenia akceptacji nowych zasad.
Nie wszyscy podzielają takie opinie. - Nie ma co drzeć szat, organizować jakiegoś oporu -- jak się podoba, to się akceptuje nowe warunki
gry, a jak się nie podoba, to się idzie gdzie indziej - pisze na
blogu prawnik Olgierd Rudak. - Prosta konsekwencja rosnącej (...) popularności serwisu oraz potrzeba uniknięcia bzdurnych wpadek oraz nieco bardziej rzeczywistych zagrożeń - ocenia wprowadzenie nowego regulaminu. Przypomina również, że to, przeciwko czemu buntują się użytkownicy NK, "bez gadania przechodzi w Grono.net czy w Blipie", innych serwisach społecznościowych.
Według Ejtminowicza ewentualnym sporem mógłby zająć się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów lub sąd. Przyznaje jednak, że uznanie zapisów w regulaminie za niedozwolone klauzule mogłoby zająć kilka lat.
Co na to UOKiK? - Musielibyśmy się sprawie przyjrzeć, ale na pierwszy rzut oka to trudno by tu stawiać zarzuty, skoro nie ma strat, które da się wyrazić finansowo - usłyszeliśmy.
A generalny inspektor ochrony danych osobowych? Dwa lata temu chwalił Naszą-klasę za podejście do polityki prywatności i danych użytkowników. Teraz w GIODO mamy zmianę warty - na szefa został przez Sejm powołany Wojciech Wiewiórowski, długoletni dyrektor w MSWiA. Zmian w regulaminie nie komentował. Ale dodał, że dane przechowywane w serwisach społecznościowych to dla właścicieli serwisów spore wyzwanie. - To nie trywialny problem. Tu każda zmiana zasad jest na granicy działania nie fair - mówi "Gazecie". - Z jednej strony najlepiej by było, gdyby serwisy działały od początku według tych samych zasad, z drugiej - w internecie wszystko dynamicznie się zmienia, także przyzwyczajenia i zachowania użytkowników. Przecież jeszcze kilka lat temu nikt nie miał pojęcia, co to są
serwisy społecznościowe - dodaje.