Biznes Ludzie Pieniądze

Chiny i Tajwan podpisują przełomowy układ o wolnym handlu

Maria Kruczkowska
28.06.2010 , aktualizacja: 28.06.2010 20:07
A A A Drukuj
Tajwan uzyskał od Chin bajeczne warunki, chiński smok otworzył przed nim swoje rynki
Zapowiedź podpisania gospodarczej umowy z Chinami wywołała w zeszłym tygodniu wielkie protesty Tajwańczyków
Fot.: Reuters
Zapowiedź podpisania gospodarczej umowy z Chinami wywołała w zeszłym tygodniu wielkie protesty Tajwańczyków
Chiny oficjalnie traktują Tajwan jako swoją "zbuntowaną prowincję". Mała wyspa miała do wyboru podpisanie umowy lub utratę rynków, o które bije się cały świat. Wybrała to drugie. Rząd tajwański ocenia, że umowa o współpracy gospodarczej, którą obie strony dziś podpiszą, stworzy na Tajwanie 260 tys. miejsc pracy. Tajwańska opozycja mówi, że w ten sposób Chiny kupują Tajwan.

Zgodnie z umową Chińczycy zwolnią 539 produktów z Tajwanu od cła. Na rynek chiński trafią m.in. tajwańskie banany, sprzęt medyczny, samochody, tekstylia, elektronika. Zwolnienia celne mogą być warte nawet 13,84 mld. dol. Strony umowy otworzą też dla siebie rynki finansowe. Wkrótce tajwańskie banki będą mogły działać w Chinach, pozwolono im też na prowadzenie kont w chińskiej walucie.

Chiny wpuszczają kapitał tajwański do dotychczas dobrze strzeżonej branży filmowej. Pozwalają im otwierać kliniki, prowadzić serwis sprzętu komputerowego, podpisać kontrakty na obsługę chińskich linii lotniczych.

Chiński premier Wen Jiabao nazwał umowę "krokiem ku zjednoczeniu". Tajwańska opozycja obawia się, że umowa doprowadzi do wchłonięcia Tajwanu przez Chiny i ostatecznie wyspa zostanie jeszcze jednym Hongkongiem, autonomicznym terytorium Chin.

Ekonomiści oceniają, że na umowie najbardziej zyskają tajwańskie koncerny takie jak największy na wyspie Formosa Petrochemical Corp. czy producenci z branży motoryzacyjnej. Natomiast tajwańscy lokalni producenci obawiają się zalewu tanich, choć złej jakości towarów "made in China".

W sobotę w Tajpej 100 tys. przeciwników umowy wyszło na ulice. "To wstyd, że wymieniamy uściski z komunistycznymi Chinami", "Nie dla zjednoczenia, nie dla Chin", "Chcemy referendum" - to niektóre z haseł na transparentach demonstrantów.

Do popisania umowy parł tajwański prezydent Ma Ying-jeou. Dwa lata temu wygrał wybory pod hasłem ocieplenia stosunków z Chinami i skorzystania na ich wzroście gospodarczym.

- Przetrwanie jest dla nas w tej chwili ważniejsze od niepodległości - mówi ekonomista Liu Ho-tai. - Jeśli Tajwan nie obroni się jako gospodarka, jak możemy obronić naszą suwerenność?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów