Biznes Ludzie Pieniądze

Spalarnie śmieci przegrywają wyścig po dotacje

Bartosz Piłat, Kraków
28.06.2010 , aktualizacja: 28.06.2010 20:08
A A A Drukuj
Sypie się plan rozwiązania polskiego problemu góry śmieci. Receptą miała być sieć spalarni. Cztery lata temu zaplanowano budowę 11 zakładów przed 2015 r. Dziś szanse na realizację i dofinansowanie unijne mają już tylko trzy, góra cztery projekty.
W 2007 r. na liście strategicznych inwestycji, które mogły liczyć na dofinansowanie z unijnego funduszu "Infrastruktura i środowisko", znalazło się 11 projektów budowy spalarni odpadów. Przystępując do UE, zobowiązaliśmy się bowiem ograniczyć o połowę (do końca 2012 r.) ilość śmieci wyrzucanych na wysypiska. Mieliśmy zacząć segregować odpady, wykorzystywać surowce wtórne, a resztę wykorzystywać np. jako opał. Na razie wymogi spełniamy najwyżej w 20 proc. Jeśli szybko nie poprawimy gospodarki odpadami, od początku 2013 r. zaczniemy płacić 250 tys. euro za każdy dzień niewypełniania zobowiązań. KE wszczęła już postępowanie w tej sprawie.

Spalarnie miały oddalić od Polski wizję tych kar. Dzięki nim na wysypiska może trafiać nawet o 75 proc. odpadów mniej. Dlatego na liście projektów strategicznych, które miały dostać dofinansowanie z unijnego budżetu na lata 2007-13, znalazły się spalarnie w: Szczecinie, Poznaniu, Rudzie Śląskiej i Dąbrowie Górniczej, Krakowie, Warszawie, Gdańsku, Białymstoku, Olsztynie, Bydgoszczy oraz Koszalinie. Unijne pieniądze są niezbędne, by gminy wybudowały spalarnie. Koszt takiej instalacji to zwykle ok. pół miliarda zł; nawet stolica nie jest w stanie sfinansować takiej inwestycji samodzielnie.

W środę 30 czerwca mija ostateczny termin składania wniosków o dotacje do projektów. - Nie zamierzamy przesuwać tej daty - mówi Aleksandra Malarz z departamentu Ministerstwa Środowiska nadzorującego projekty spalarniane. - Spalarnię buduje się co najmniej trzy lata. Ci, którzy nie złożą wniosku do 30 czerwca, nie zdążą rozliczyć dotacji i będą musieli ją oddawać - wyjaśnia Malarz.

Wszystko wskazuje na to, że wnioski, które mają szanse na pozytywne rozpatrzenie, złożą na czas jedynie Poznań, Kraków i być może Szczecin oraz Bydgoszcz. Reszta miast i regionów albo nie przygotowała wszystkich niezbędnych dokumentów, albo wycofała się z walki o dotację. Władze Warszawy chcą np. oddać projekt prywatnemu inwestorowi, który jeśli uzna spalarnię za dochodowy interes, dostanie działkę pod jej budowę oraz decyzję środowiskową.

- Pogodziliśmy się z tym, że możemy nie dostać dotacji przed 2013 r. Ale nie przerywamy projektu - mówi Dariusz Głuszczak, prezes Gdańskiego Zakładu Utylizacyjnego. - Cztery lata temu wypuszczono nas na zbyt głębokie wody. W Polsce nie ma żadnego projektu spalarni, na którym można by się wzorować. Termin składania wniosków był więc niezbyt realny - przyznaje Głuszczak.

- Zrezygnowaliśmy ze spalarni, bo mamy za mało śmieci i wydanie pół miliarda złotych na spalarnię zabiłoby nas finansowo - mówi Ryszard Szymański, wiceprezes Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi w Olsztynie. - Inwestujemy na razie w zakład, który będzie produkował ze śmieci tzw. paliwo alternatywne. Pobliskie cementownie chcą je odbierać, a za kilka lat zbudujemy elektrociepłownię, która mogłaby spalać śmieci - opisuje Szymański.

MŚ jeszcze jest spokojnie. - Dla tych, którzy wypadną z listy strategicznej, mamy wariant awaryjny. Na przełomie września i października uruchomimy konkurs na niewykorzystane środki. Ale jeśli do końca 2011 r. te pieniądze wciąż nie będą rozdysponowane, trafią na inne projekty - opisuje Aleksandra Malarz.

- MŚ za bardzo skupia się na poganianiu, a za mało pomaga gminom. Stąd tak kiepskie wyniki - twierdzi były wiceminister rozwoju regionalnego Janusz Mikuła.

- Trzy razy pytaliśmy miasta, czy zdążą i jak im pomóc. Zapewniały zawsze, że zdążą. Oferowaliśmy też pomoc finansową i merytoryczną przy przygotowaniu dokumentacji - zapewnia dyrektor Malarz.

Szanse na uruchomienie przez końcem 2015 r. ma sześć spalarni, w tym prywatna inwestycja w stolicy. - Te projekty, które stracą teraz szanse na dotację, i tak kiedyś zdobędą decyzje środowiskowe. Wtedy będą łakomym kąskiem dla prywatnych inwestorów. Ale to oznacza, że mieszkańcy tych regionów będą płacić dwa razy więcej za wywóz śmieci niż ci z miast, gdzie spalarnie będą komunalne - tak jak stało się to w Warszawie - komentuje Mikuła.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy