W środę na warszawskiej giełdzie zadebiutowały akcje Tauronu. Cena debiutu wyniosła 5,13 zł, czyli bez zmian w stosunku do ceny emisyjnej. Na zamknięciu natomiast kurs osłabił się o 1,55 proc. względem ceny emisyjnej.
- Wielu inwestorów uważa, że kupowanie akcji od ministra skarbu to pewny zysk. Dlatego to duże zaskoczenie, że notujemy cenę Tauronu poniżej ceny sprzedaży. Okazało się, że przy wycenie spółki nie było dyskonta, które dałoby zarobić pieniądze. To może się przełożyć na inne debiuty w tym roku. Pojawia się pytania o sposób wyceniania spółek z sektora energetycznego - powiedział chwilę po debiucie w TVN CNBC Biznes Jacek Socha, były minister Skarbu.
Wczorajszy dzień mnie trochę zmroził, już myślałem, że będziemy na dużych spadkach - przyznał minister Skarbu Aleksander Grad (WIG 20 stracił we wtorek 2,6 proc. - red.). Cieszę się, że nasi obywatele są coraz lepiej wyrobieni biznesowo. Oni wiedzą, że nie opłaca się sprzedawać akcji w pierwszym dniu notowań - powiedział Grad.
Indywidualni inwestorzy zapisywali się po cenie, która nie mogła przekroczyć 0,70 zł, ale o tym, ile ostatecznie zapłacili, zdecydowały potężne fundusze emerytalne i inwestycyjne. I tu niespodzianka. Zaproponowały tak niskie ceny, że minister skarbu Aleksander Grad musiał zaakceptować jedynie 57 gr za akcję (5,13 zł po scaleniu akcji).
- Cena odzwierciedla sytuację rynkową. Jest optymalna z punktu widzenia wszystkich: skarbu państwa, inwestorów indywidualnych i instytucji - mówił kilka dni temu minister Grad. - Był moment, gdy sytuacja była tak trudna, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się przebić z tą ofertą w świecie - dodał minister.
Cena 0,57 zł oznacza, że cały Tauron warty jest jedynie 8 mld zł. Wyceny sporządzone przez banki inwestycyjne przed ofertą publiczną były w granicach 7,2-15,2 mld zł. W zeszłym roku władze Tauronu mówiły, że koncern jest wyceniany nawet na 15-20 mld zł.
W sumie 121 krajowych i zagranicznych instytucji finansowych złożyło deklaracje zakupu akcji Tauronu, w tym licznie krajowe fundusze emerytalne i inwestycyjne.
Z powodu niższej ceny zamiast 5,2 mld zł skarb państwa zgarnie 4,2 mld zł. Ale i tak jest to dużo dla tegorocznego planu prywatyzacyjnego opiewającego na 25 mld zł. Po sprzedaży Tauronu plan będzie zrealizowany już w blisko połowie.
Niska cena sprzedaży była na rękę drobnym inwestorom, którzy dopisali podobnie jak wcześniej w ofercie PZU.
W sumie na akcje zapisało się 231 052 osoby, z czego aż 191 364 zamówiło maksymalną liczbę akcji, czyli 1500 sztuk (przed scaleniem 13 500). Chętnych było tak wielu, że mimo zwiększenia detalicznej puli nie wystarczyło dla wszystkich i konieczne było ustalenie tzw. maksymalnego przydziału na pojedyncze zamówienie. Kto zamówił równo 934 akcje (przed scaleniem 8406 akcji) lub mniej, ten dostał wszystkie bez redukcji. Kto opłacił maksymalny pakiet - otrzymał tylko 934 papiery. Cena sprzedaży akcji po scaleniu wyniosła 5,13 zł.
- Mamy ogromny sukces "akcjonariatu obywatelskiego". Ponad 230 tys. Polaków zapisało się na akcje Tauronu. To zaskoczenie dla nas i ekspertów, bo spodziewaliśmy się dwa razy mniej - mówił minister Grad. Przy okazji tej oferty ok. 80 tys. Polaków postawiło pierwsze kroki na giełdzie. W sumie dzięki PZU i Tauronowi liczba indywidualnych inwestorów zwiększyła się o 220 tys. osób. Samodzielnie inwestuje na naszym rynku już blisko 1,4 mln osób.
Holding Tauron Polska Energia, który tworzą 94 firmy, jest drugim pod względem wielkości producentem energii elektrycznej w Polsce oraz liderem pod względem sprzedaży energii dla klientów korporacyjnych i indywidualnych. Kontroluje 20 proc. polskich zasobów węgla kamiennego. Moc elektrowni skupionych w grupie wynosi 5447 MW. Grupa obejmuje swoim działaniem 17 proc. powierzchni kraju, zatrudnia ok. 28 tys. osób.
GPW informowała w połowie czerwca, że spółka może wejść najwcześniej w skład indeksu WIG20 5 lipca.