Sankcje to jeden z kluczowych pomysłów w debatach o pogłębieniu koordynacji gospodarczej w UE, aby uniknąć powtórki z kryzysu greckiego, który zagroził rozlaniem się na całą strefę euro. Kraje uparcie lekceważące unijne kryteria budżetowe miałyby być - to postulat Niemiec - karane politycznie (np. odbieraniem głosu w Radzie UE) oraz za pomocą zawieszenia wypłat z
budżetu UE (nad tymi propozycjami pracuje m.in. Komisja).
O ile jeszcze w maju Komisja proponowała, aby sankcje obejmowały wypłaty z funduszy spójności, co byłoby dotkliwe wyłącznie dla nowych krajów UE oraz Grecji, Portugalii i Hiszpanii, to wczoraj w doprecyzowanym projekcie podkreślono, że sankcje będą dotyczyć także innych transferów z budżetu UE. Chodzi m.in. o wypłaty w ramach polityki rolnej czy rybołówstwa. Zabolałoby to więc także unijne potęgi - np. Francję obficie korzystającą ze wspólnej polityki rolnej.
- To pomyślne dla Polski. Wróciliśmy do myślenia o reformach w ramach wszystkich 27 krajów UE, bo tworzymy instrumenty równe dla wszystkich. W ten sposób unikniemy groźby rozjechania się Unii na Europę kilku prędkości, która wraca teraz bardzo często - mówi komisarz UE ds. budżetu Janusz Lewandowski.
Komisja zapowiada też, że należy wprowadzić górne progi ewentualnych sankcji dla poszczególnych krajów (Lewandowski szacuje, że mogłoby to być maksymalnie 0,1-0,2 proc.
PKB), a ich ofiarą powinni padać ministrowie finansów, a nie rolnicy czy organizacje pozarządowe żyjące z unijnych dotacji. - W przypadku wstrzymania wypłat na politykę rolną nikt nie będzie odbierał pieniędzy rolnikom - mówi Lewandowski. Komisja chce, aby rządy nadal je wypłacały, za to nie dostawałyby refinansowania z Brukseli.
Zawieszanie czy nawet - w przypadku recydywy - trwałe odbieranie funduszy miałoby być instrumentem ostatecznym. Natomiast pierwszym bolesnym narzędziem prewencyjnym miałoby być zmuszanie krajów do tworzenia oprocentowanych "depozytów przymusowych", czyli w istocie płacenia kar zwracanych po poprawie. Depozyty to jednak rozwiązanie zarezerwowane wyłącznie dla eurolandu.
Komisja Europejska zamierza przełożyć swe wczorajsze propozycje na konkretne projekty prawne dopiero jesienią. Sęk w tym, że równolegle nad reformą zarządzania gospodarczego pracuje powołana przez kraje UE grupa robocza Hermana Van Rompuya, która dość selektywnie korzysta z pomysłów Komisji. Nie wiadomo zatem, czy Van Rompuy przejmie ideę rozszerzenia unijnych kar na politykę rolną i czy nie skończy ona w unijnych szufladach wskutek oporu Francuzów.
- Na razie trudno wyobrazić sobie, aby
Berlin i
Paryż przyklasnęły tworzeniu mechanizmów karnych, których ofiarami mogą paść one same. Ale poczekajmy do jesieni - sceptycznie komentuje jeden z unijnych dyplomatów.