W środę kurs akcji Forda wzrósł o 5 proc. na wieść, że koncern spłaca 3,8 mld dol. długu wobec specjalnego fundusz ubezpieczeń zdrowotnych dla swoich pracowników. Koncern ogłosił też, że wypłaci zawieszoną dotąd spłatę 255 mln dol. dywidendy dla posiadaczy swoich uprzywilejowanych akcji.
W kwietniu Ford spłacił już 3 mld dol. długu i na koniec drugiego kwartału będzie miał 27 mld dol. długu, aż o 7,3 mld dol. mniej niż na koniec pierwszego kwartału. Na takim zmniejszeniu zadłużenia, koncern zaoszczędzi prawie 0,5 mld dol. rocznie na odsetkach.
Ford jako jedyny z amerykański koncernów samochodowych nie prosił w czasie kryzysu o pomoc z
budżetu USA. Udało się to, bo Ford zadłużył się po uszy. Pod koniec 2006 r. koncern pożyczył 23 mld dol., dając w zastaw nie tylko swoje fabryki, ale nawet swój słynny znak firmowy.
Unikając pomocy publicznej, Ford nie musiał się borykać z wizerunkiem firmy stojącej na skraju bankructwa. Teraz, gdy rynek motoryzacyjny w USA zaczął wychodzić z dołka, koncern odcina kupony od tej polityki. W maju Ford sprzedał o 30 proc. aut więcej niż przed rokiem, podczas gdy sprzedaż aut w USA wzrosła o 17 proc., licząc rok do roku. Pierwszy kwartał koncern zakończył też zyskiem 2,1 mld dol.
Wczoraj prezes Ford Allan Mulally zapowiedział, że koncern przed terminem spłaci 3,6 mld dol. długu, jaki jeszcze ma wobec funduszu ubezpieczeń zdrowotnych dla pracowników. Jednak terminu tej spłaty Mulally nie podał.