Kampania ma pomóc Polakom zrozumieć, jak działa rynek prądu. Od trzech lat gospodarstwa domowe i firmy mają pełną swobodę zmiany
sprzedawcy, ale w przeprowadzonym niedawno badaniu aż 89 proc. rodaków stwierdziło, że nic o tym nie wie. - Staramy się to zmienić - mówił wczoraj na konferencji prasowej prezes URE Mariusz Swora.
Od lipca zacznie się więc kampania informacyjna. Zawiśnie 1000 billboardów i 40 tys. plakatów, w urzędach gmin, powiatów i województw pojawi się 450 tys. ulotek.
Urząd zapłacił też Telewizji Polskiej za wprowadzenie wątków energetycznych w najpopularniejszym polskim serialu "M jak Miłość". - Jedna z rodzin występujących w filmie będzie miała problemy, które rozwiąże, zmieniając dostawcę prądu - opowiada Agnieszka Zawartko z URE. Jaka to będzie rodzina i jakie problemy - zobaczymy w październiku. Motyw z prądem pojawi się w dwóch odcinkach.
Cała kampania będzie kosztowała 900 tys. zł, z czego 90 proc. pochodzi z tzw. mechanizmu norweskiego. W ten sposób Norwegowie, którzy nie należą do UE, ale korzystają z wielu jej dobrodziejstw (m.in. swobody przepływu kapitału, towarów i usług) dokładają się do unijnej polityki spójności.
Choć procedura zmiany dostawcy jest prosta - wystarczy wysłać formularz do firmy, którą wybraliśmy, a ona w ciągu 30 dni załatwi resztę za nas, to chętnych wśród gospodarstw domowych nie ma zbyt wielu. Ceny prądu dla nich wciąż są zatwierdzane przez URE, dlatego różnice między ofertami poszczególnych firm nie są duże. Zmieniając dostawcę, można zaoszczędzić najwyżej 2-3 zł miesięcznie. Nawet ceny w RWE i Vattenfall, koncernach, które nie przedkładają swoich cenników do zatwierdzenia, nie różnią się zbytnio od cen państwowych koncernów. Od stycznia 2007 do maja 2010
sprzedawcę zmieniło zaledwie 1149 klientów, z czego ponad połowa w ciągu pierwszego roku.
Dużo lepiej jest za to w firmach i instytucjach. Sprzedawcę zmieniło prawie 4 tys. spośród nich. Firmy szukają tańszego prądu, bo od 2007 r., gdy ceny uwolniono, poszybowały w górę o 90 proc.
Urząd Regulacji Energetyki chce także uwolnić ceny dla gospodarstw domowych. Jak zapowiadał Swora, będzie to jednak możliwe, gdy zostanie wprowadzony mechanizm ochrony najuboższych odbiorców. Drugi warunek to informowanie społeczeństwa, czemu właśnie ma służyć kampania URE.
Rząd przyjął już założenia do projektu ustawy, zgodnie z którym biedniejsi użytkownicy energii mają dostawać dopłaty - średnio ok. 20 zł miesięcznie. Jest jednak mało prawdopodobne, żeby Sejm przyjął go jeszcze w tym roku, małe są więc szanse, że URE uwolni ceny od 2011 r.