Nikt już nie potrafi zliczyć, ile masowych strajków odbyło się w Grecji, od kiedy kilka miesięcy temu rząd w Atenach zdecydował się na wprowadzanie drastycznych reform m.in. obniżających pensje, podwyższających podatki i wiek emerytalny. Grecy wychodzą na ulice, chociaż wiedzą, że stan finansów publicznych kraju jest w opłakanym stanie, a zadłużenie sięga 300 mld euro.
We wtorek na ulice greckich miast po raz kolejny wyszły związki zawodowe. W Atenach i Salonikach sparaliżowany został transport, zamknięto wiele urzędów czy muzeów. Turyści ugrzęźli w portach, nie mogąc wsiąść na promy płynące na greckie wyspy.
- Mam wziąć ślub na Santorini, moja rodzina przyjeżdża, a ja nie mogę przejść - mówiła Reutersowi Amerykanka Kristin Shakavic, która z powodu protestu nie dostała się na prom w Pireusie.
- Nie rozumiem tego. Tracą turystów - powiedział Koreańczyk Min Hyosik, który z powodu strajku nie mógł odwiedzić muzeum archeologicznego ani kupić pamiątek w sklepach.
Turystyka to jedna z najważniejszych gałęzi greckiej gospodarki. Stanowi około jednej piątej PKB, który sięga 240 mld euro. Już w zeszłym roku branża odczuła na własnej skórze skutki kryzysu na świecie - Grecję rzadziej niż w poprzednich latach odwiedzali m.in. Niemcy czy Brytyjczycy. W tym roku z powodu licznych strajków branża hotelarska w Grecji szacuje, że turystów będzie o 10 proc. mniej.
- Niemcy i Anglicy, którzy stanowią najliczniejszą grupę turystów odwiedzających Grecję, w zauważalny sposób zrewidowali swoje plany wakacyjne - potwierdza Marcin Przybylski, prezes sprzedającego wycieczki Travelplanet.pl. - Grecy dwoją się i troją, by zapewnić tym, którzy przybyli, jak najlepsze warunki - dodaje.
Właściciele polskich biur podróży przez ostatni miesiąc modlili się, by o kryzysie greckim w końcu przestano mówić. - Klient kupował wycieczkę do Grecji na 7 dni przed wylotem i to tylko wtedy, kiedy widział, że cena jest bardzo atrakcyjna. Przez cały czerwiec sprzedawaliśmy tygodniowe pobyty w 4-gwiazdkowych hotelach nawet za około 1200 zł/os. podczas gdy sam przelot kosztuje 200 euro [ponad 800 zł] - relacjonuje Marek Andryszak, prezes TUI Poland. - Klienci wahali się, bo mieli do czynienia z nową sytuacją: zamieszki, problemy gospodarcze - dodaje Andryszak.
Dlatego dla organizacji promującej wczasy w Grecji najważniejsze dziś, to pokazać obraz kraju inny, niż ten wyłaniający się z migawek telewizyjnych. Pomóc ma w tym kampania "You in Greece", w której sami zagraniczni turyści zachwalają wczasy w Helladzie. - Przyjazd do Grecji to doświadczenie, a nie jednorazowa wizyta - stwierdza Peter, łysiejący Amerykanin w średnim wieku, siedzący w portowej tawernie. - To centrum świata, centrum cywilizacji, centrum demokracji. Trzeba poznać miejsce gdzie się to wszystko zaczęło - stwierdza filozoficznie Joyce. John docenia to, że wszędzie dogaduje się po angielsku, Thomas z Belgii komplementuje ateńskie metro i fakt, że nawet o 2-3 w nocy miasto tętni życiem. - Tu żyje się bardzo bezpiecznie, w porównaniu z Francją i innymi miejscami, gdzie mieszkałam - zachwala Stephanie. - I jest czysto - konstatuje emeryt Ian.
W specjalnej ulotce grecka organizacja turystyczna stara się odczarować mity o swoim kraju. Zapewnia, że to bezpieczny kraj (przywołując dane Eurostatu o niewielkim odsetku przestępstw kryminalnych), cywilizowane państwo (ponad połowa obywateli akceptuje plany uzdrowienia finansów publicznych zaordynowane przez rząd) i że liczba demonstracji jest mniejsza od średniej unijnej.
- Po masowych protestach i strajkach generalnych na początku maja część zagranicznych mediów przedstawiała Grecję jako "kraj, który pogrążą się w chaosie, a śmiertelne ofiary to codzienność" - uskarża się na fałszywy obraz kraju Vivi Gargoula, konsul prasowy greckiej ambasady w Polsce.
Tymczasem, jak zapewnia Gargoula, turyści nie odczuwają skutków zamieszek w Grecji. Samoloty czarterowe dowożą ich bezpośrednio na Kretę, Rodos, Kos czy Korfu. - Na greckich wyspach czas płynie sielsko i anielsko - mówi Marcin Przybylski. Większy kłopot mogą mieć ci, którzy wybierają dojazd własny i napotykają na strajk w Pireusie.
Przez ostatni tydzień biura przeżywają jednak szturm klientów. Zaczęły się wakacje i ci, którzy nie wykupili jeszcze żadnych wczasów, mają na to mało czasu. Prezes TUI Poland mówi, że obecnie w jego biurze sprzedaż wycieczek do Grecji jest o jedną piątą większa niż jeszcze w kilka miesięcy temu, gdy kłopoty Grecji były na ustach całego świata a nad Europą zawisła chmura pyłu z islandzkiego wulkanu.
Także na dłuższą metę nie zapowiada się, by Polacy znużyli się wakacjami na południu Europy. - Nie spodziewamy się zmniejszenia zainteresowania przez najbliższe 10-15 lat. Polacy wygrzewają się w Egipcie, Tunezji, na południu Europy dopiero od 20 lat. Niemcy, Anglicy - kilkadziesiąt lat. Musimy jeszcze kilka razy wyjechać nad ciepłe morza, byśmy zapragnęli spędzić wakacje w inny sposób - mówi Przybylski.