Biznes Ludzie Pieniądze

Klaus Hartmann: Czuję się prezesem Ery

Rozmawiał Przemysław Poznański
05.07.2010 , aktualizacja: 04.07.2010 21:54
A A A Drukuj
Polska Telefonia Cyfrowa, operator sieci Era, nie ma w zarządzie nikogo, kto byłby wpisany do Krajowego Rejestru Sądowego.
Prezes PTC Klaus Hartmann
Fot. FILIP KLIMASZEWSKI
Prezes PTC Klaus Hartmann
KRS to obowiązkowy rejestr spółek, z którego wynika, kto założył firmę, jaki jest jej kapitał, kto nią zarządza i czy nie znajduje się ona np. w stanie upadłości. Dzięki temu każdy, kto chciałby prowadzić z daną firmą wspólne interesy, może sprawdzić, z kim ma do czynienia.

Tymczasem w przypadku PTC w rejestrze nie ma nawet nazwiska prezesa PTC Klausa Hartmanna. Wpisane są za to osoby, dziś ze spółką w ogóle niezwiązane.

Dlatego Carcom - mniejszościowy udziałowiec PTC - złożył nawet do sądu wniosek o powołanie w PTC kuratora.

Z drugiej strony, zdaniem prawników, osoba prawidłowo powołana do zarządu jest jego członkiem niezależnie od wpisu do KRS i ma pełnię praw wynikających z tego tytułu.

Brak wpisu obecnego zarządu do rejestru to pokłosie wojny o PTC, jaka toczy się od końca lat 90. O to, kto jest prawowitym właścicielem udziałów walczą wciąż Deutsche Telekom i francuski Vivendi.

Przemysław Poznański: Czuje się pan prezesem PTC? W KRS prezesem pan nie jest.

Klaus Hartmann: Absolutnie. Prawo mówi jasno: "Upoważnienie do reprezentowania spółki powstaje z mocy uchwały rady nadzorczej o powołaniu do zarządu. Wpis członka zarządu do KRS ma charakter wyłącznie deklaratywny i w żadnej mierze nie przesądza o prawie lub braku prawa do reprezentacji spółki". Dla mnie jest ważne, że pracuję tu cztery lata, że dzięki temu znają mnie nasi klienci, nasi partnerzy, pracownicy. Zna mnie dobrze regulator i nasi partnerzy chcą ze mną współpracować. Na co dzień nie czuję, że nie jestem wpisany do rejestru.

Problemy z wpisaniem pana do KRS wynikają z wojny o Erę, jaka toczą Deutsche Telekom i Vivendi. Mianowano pana prezesem PTC kilka miesięcy po tym, kiedy kontrolę przejął DT. Ale wojna wciąż trwa. Nie pomyślał pan: może nie warto szefować tej spółce, skoro nie wiadomo, kto jest jej właścicielem?

- Nigdy nie miałem wrażenia, że nie wiadomo, kto jest właścicielem PTC. Dla mnie to było zawsze jasne. Mam księgę udziałów i tam jest napisane, że Deutsche Telekom ma 97 proc. w PTC, że DT ma reprezentantów w radzie nadzorczej, a rada wybrała mnie na dyrektora generalnego Polskiej Telefonii Cyfrowej. Dlatego dla mnie nigdy nie istniało pytanie: kto jest właścicielem.

Bardzo polubiłem Polskę, a PTC to jedna z największych spółek w grupie Deutsche Telekom, dlatego, szczerze mówiąc, od początku bardzo chciałem tu pracować. Nie wszystko jednak można w życiu zaplanować. Najpierw pracowałem więc dla DT w głównej siedzibie w Bonn, a także w Brukseli, w Waszyngtonie, Hongkongu oraz sześć lat w Budapeszcie. Cały czas jednak miałem nadzieję, że w końcu trafię do Polski. Przede wszystkim dlatego, że tu studiowałem, interesowałem się zawsze tym, co się dzieje w Polsce i patrzyłem na to z sympatią. Zaimponowały mi też zmiany ustrojowe, które tu zostały zapoczątkowane, imponował mi polski papież. Poza tym Polacy to przyjazny naród - na całym świecie spotykałem Polaków i gdy tylko powiedziałem do nich kilka słów po polsku, natychmiast miałem przyjaciół.

Stąd pańska znajomość języka polskiego? Zdał pan egzamin państwowy z tego języka.

- Całe swoje życie zawodowe spędziłem w międzynarodowym otoczeniu, wiem zatem, jak to jest pracować dla obcokrajowców. Dlatego nie tylko uczyłem się języka polskiego, ale jego znajomość potwierdziłem certyfikatem. Chcę pokazać pracownikom, że traktuję moją funkcję poważnie. Rozmawiam z nimi i z klientami po polsku, bo to ułatwia wzajemne kontakty. Pokazuje to również moje zaangażowanie w PTC. Było to też wyzwanie intelektualne. Łatwo uczę się nowego słownictwa, ale do egzaminu konieczne było poznanie zasad gramatyki, która nie jest łatwa i sprawia mi jeszcze pewne trudności.

Wcześniej miałem doświadczenie z językiem polskim, ponieważ w 1980 r. studiowałem na Uniwersytecie Gdańskim na Wydziale Ekonomii Transportu Morskiego.

Wracając do sprawy własności PTC. Tego, co zapisane jest w księdze udziałów, nie ma w Krajowym Rejestrze Sądowym. Nie niepokoi to pana?

- Oczywiście pytałem w DT, dlaczego nie ma odpowiednich zapisów. W roku 2006 otrzymałem odpowiedź, że to kwestia tygodni. Jestem tu już kilka lat i sprawa rzeczywiście nie jest załatwiona.

Nie przeszkadza to w kontaktach z kontrahentami, choćby dostawcami telefonów?

- W żaden sposób nie wpływa to na nasze kontakty z kontrahentami, którzy przecież dobrze mnie znają i doskonale też wiedzą, czym jest PTC oraz Deutsche Telekom.

Jeszcze kilka lat temu Era była liderem na rynku. W pierwszym kwartale tego roku byliście na trzecim miejscu pod względem liczby klientów i kwoty przychodów.

- Tuż przed moim przyjściem do PTC spółka akurat utraciła część swoich udziałów w rynku, a przez to i pozycję lidera. Ale od tego czasu systematycznie zyskuje. Był kryzys w PTC, ale już został zażegnany. Poza tym, z naszych wyliczeń wynika, że w 2009 r. PTC była liderem rynku pod względem przychodów z usług. Naszym zdaniem nie należy porównywać przychodów jako takich, ale właśnie przychody z podstawowego biznesu. W tym zakresie osiągamy bardzo dobre wyniki w porównaniu z innymi operatorami.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów