Biznes Ludzie Pieniądze

Chińczycy wynajmują białych pod krawatem, żeby firma wyglądała poważniej

Agnieszka Mitraszewska
04.07.2010 , aktualizacja: 06.07.2010 13:20
A A A Drukuj
Ostatni numer magazynu ?The Atlantic? przynosi pewną otuchę bezrobotnym, niewykwalifikowanym białym mężczyznom. Wystarczy być szczęśliwym posiadaczem garnituru, a atrakcyjna praca się znajdzie. Tyle że w Chinach. Okazuje się, że można tam spotkać podróbki nie tylko markowych towarów.
Pewna firma zaproponowała autorowi tekstu stanowisko eksperta . Nie wymagano żadnego doświadczenia, pensja wynosiła 1000 dolarów tygodniowo. Zaoferowano mu zakwaterowanie w eleganckim hotelu w Dongying w prowincji Szantung . Jedyne wymagania to jasny kolor skóry i garnitur.

Jak wyjaśnił autorowi tekstu bardziej doświadczony kanadyjski kolega, ta nieprzesadnie wymagająca posada polega na odbywaniu od czasu do czasu spotkań typu "biały człowiek pod krawatem", podczas których należy uścisnąć parę rąk.

Oficjalnie obaj panowie mieli być specjalistami ds. kontroli jakości, ale jak podkreślił Kanadyjczyk, "nikt tam nie będzie żadnej jakości kontrolował".

Przybyli z Zachodu ekspaci mieszkający w Chinach dorabiają po godzinach jako biali do wynajęcia. Zatrudnianie fałszywych biznesmenów należy do powszechnie stosowanego repertuaru PR. Jak powiedział pewien Chińczyk, "biały człowiek w ładnym garniturze daje firmie twarz".

Wśród obowiązków białego pod krawatem, oprócz ściskania rąk, może być przecinanie wstęg, wizytacje na placach budów, wygłaszanie dyrektorskich przemówień, rozdawanie fałszywych wizytówek, udział w przyjęciach i fetach, pozowanie do zdjęć z kontrahentami. Sporo jest też pustego przebiegu, czyli oczekiwania na następną imprezę, więc warto mieć ze sobą laptopa, by móc oglądać sobie filmy dla zabicia czasu.

Scott Adams, autor znanego komiksu o przygodach inżyniera Dilberta, zapytałby na pewno, czym w takim razie różni się taka posada od posady prawdziwego dyrektora firmy. Miałby pewnie trochę racji. Nie tylko Chińczycy nie są wolni od uprzedzeń związanych z powierzchownością. Jak zauważył kiedyś w swoim blogu Adams, nasz wygląd predestynuje nas do zajmowania pewnych stanowisk. Jeśli wyglądasz jak przestępca, prędzej czy później wsadzą cię do więzienia. Jeśli zaś jesteś wysokim mężczyzną z bujną czupryną, najprawdopodobniej zostaniesz menedżerem wyższego szczebla. W naszym niesprawiedliwym świecie takie typy zostają też często przedsiębiorcami, prawnikami lub lekarzami. Z jakiegoś powodu prawie nigdy nie zdarza im się wylądować w budce parkingowego.

Malcolm Gladwell, dziennikarz "New Yorkera", który niestrudzenie przybliża nam w swoich książkach wyniki co ciekawszych badań naukowych, pisze, że aż 30 proc. szefów największych 500 amerykańskich firm to mężczyźni o wzroście powyżej 187 cm, podczas gdy w całej populacji jest ich zaledwie 4 proc.

Nie powinniśmy się więc dziwić, że w Chinach, kraju, gdzie wizerunek, "twarz", bywa bardziej istotny od treści czy zawartości, ktoś wpadł na pomysł wynajmowania białych o dobrej prezencji na potrzeby PR. Często są to zresztą profesjonaliści - aktorzy lub modele. Ekspaci nazywają tę pracę "face job".

Zhang Haihua tak to tłumaczy w swojej książce „Myśleć jak Chińczyk: „ » Twarz «jest w Chinach bardziej istotna niż samo życie, a kraje zachodnie są tak bogate, że ludzie sądzą, że zatrudnienie cudzoziemca świadczy o zasobności firmy i dobrych kontaktach z zagranicą”.

Chętnych do tej pracy nie brakuje. Mitch Moxley, autor artykułu w "The Atlantic", został zasypany e-mailami z całego świata z prośbą o pośrednictwo w znalezieniu posady "białego pod krawatem" w Chinach.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy