Takiej reformy emerytur przyzwyczajeni do dużych socjalnych przywilejów Grecy jeszcze nie widzieli. W jej ramach rząd planuje zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, podnosząc go z 60 do 65 lat, zwiększenie stażu pracy, aby kwalifikować się do otrzymania emerytury, a także wyeliminowanie licznych przywilejów, takich jak wcześniejsze przechodzenie na emeryturę przez część grup zawodowych.
Głosowanie w tej sprawie odbędzie się w czwartek i już teraz budzi wielkie emocje - wszystkie największe związki zawodowe zapowiedziały na ten dzień kolejny, już szósty w tym roku strajk generalny. Pewny sukcesu nie jest też chyba sam premier Jeorjos Papandreu, który zaapelował do posłów ze swojej partii PASOK o jednogłośne poparcie projektu. PASOK ma 157 z 300 miejsc w parlamencie i teoretycznie powinien przepchnąć ustawę bez kłopotów, ale wielu posłów socjalistycznego ugrupowania sprzeciwia się tak drastycznym oszczędnościom.
Papandreu zapewnia, że plan na pewno przejdzie, ale w jego słowach słychać nerwy. - Głosowanie za reformą emerytalną to głos odpowiedzialności za los greckiego społeczeństwa i przyszłych pokoleń. Zawsze będę powtarzał, że poświęcenia Greków się opłacą. Już się opłacają - powiedział premier.
I rzeczywiście - w poniedziałek minister finansów Jeorjos Papakonstantinu pochwalił się, że w pierwszym półroczu zaciskanie pasa przez rząd sprawiło, że
deficyt budżetowy został ścięty o 42 proc. Według niego oznacza to, że
Grecja jest na dobrej drodze, by na koniec roku deficyt został zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami zredukowany do 8,1 proc.
PKB.
Zmiany w systemie emerytalnym to jedna z kluczowych reform greckiego planu oszczędnościowego, którego celem jest radykalne zmniejszenie
długu publicznego i deficytu, który w ubiegłym roku wyniósł 13,6 proc. PKB, a do 2014 r. ma się zmniejszyć poniżej 3 proc. Grecja, której uda się uniknąć bankructwa tylko dzięki wartemu 110 mld euro pakietowi pomocowemu UE i
MFW, jest obecnie dokładnie obserwowana przez cały świat.
Może się też zdarzyć, że reforma emerytur nie przejdzie, bo cała opozycja jest solidarnie przeciwna oszczędnościom. Co wtedy? Papandreu, który jest premierem od jesieni, wyklucza możliwość przedterminowych wyborów. - Dostaliśmy mandat od ludzi, aby wyciągnąć kraj z kryzysu i radykalnie go zmienić - tłumaczy. Zapewne gdyby do wyborów doszło, socjaliści straciliby większość w parlamencie - wciąż prowadzą w sondażach, ale głosowałoby na nich tylko 23,4 proc. wyborców, a tuż za nimi znajduje się konserwatywna Nowa Demokracja.
Sprawa emerytur dzieli też samych Greków - z opublikowanego sondażu instytutu Kapa wynika, że zmiany w emeryturach popiera prawie połowa mieszkańców kraju, choć 35 proc. uważa, że są one niesprawiedliwe.