Już od 12 lat Polacy mogą odkładać na emeryturę w pracowniczych programach emerytalnych (PPE). Nieco krócej, bo od siedmiu, na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE). Chętnych nie ma wielu - w ubiegłym roku było to 1,1 mln osób. Dla porównania w obowiązkowych otwartych funduszach emerytalnych (
OFE) oszczędza 14,5 mln Polaków.
- Ani IKE, ani PPE od początku nie cieszą się dużą popularnością - mówi dr Agnieszka Choń-Domińczak, była wiceminister
pracy. Zwraca uwagę, że Polacy w ogóle mało oszczędzają. Jakiekolwiek oszczędności w ubiegłym roku miało jedynie 34 proc. osób. - Jeżeli już odkładamy, to głównie na lokatach bankowych. Tak robi trzy czwarte z nas - dodaje.
Powód? Winne są przyzwyczajenia Polaków. - Stary system emerytalny gwarantował stosunkowo wysokie świadczenia w stosunku do pensji i nie było po co dodatkowo oszczędzać na starość - tłumaczy. Z tego powodu jedynie 2 proc. obecnych emerytów ma jakiekolwiek oszczędności. - Poza tym nadal patrzymy na wysokość emerytur naszych rodziców czy dziadków i wydaje się nam, że dostaniemy tyle samo - dodaje.
- Chętnych do oszczędzania zamiast przybywać, tylko ubywa - przyznaje Przemysław Gawlak, specjalista od PPE z Allianz Życie. Jego zdaniem zmienić to może tylko wprowadzenie zachęt podatkowych. Tak jest na Węgrzech, gdzie podatnicy mogą odpisać od podatku do 380 euro, o ile przeznaczą je na oszczędzanie w IKE. - Dzięki temu dodatkowo oszczędza tam 1,3 mln osób, mimo że to mniejszy kraj od Polski - dodaje.
- Ulgi emerytalne nie są dobrym rozwiązaniem, bo preferują najbogatszych, którzy najwięcej mogą na nich zyskać - uważa Chłoń-Domińczak, ale i ona gotowa byłaby rozważyć taki pomysł, o ile ulga wprowadzona byłaby na określony czas.