Projekt nowelizacji miał być przyjęty na wtorkowym posiedzeniu rządu. Ale - jak poinformowało biuro prasowe Ministerstwa Gospodarki - w ostatniej chwili temat został zdjęty z porządku obrad Rady Ministrów. Powód? Poprawki do ustawy, regulującej zasady udzielania pomocy publicznej w SSE, nie podobają się Ministerstwu Finansów.
Nowelizacja przewidywała m.in., że przedsiębiorcy działający w Specjalnej Strefie Ekonomicznej nie utracą pomocy publicznej (w postaci ulg podatkowych) także wtedy, gdy zredukują zatrudnienie. Ministerstwo Gospodarki opowiada się także za tym, żeby firmy działające w strefach mogły otrzymywać dodatkowo inną pomoc publiczną w postaci grantów.
Zwłaszcza to kole w oczy resort finansów. - W zakresie wsparcia inwestycji i tworzenia nowych miejsc
pracy Ministerstwo Finansów opowiada się za nie kumulowaniem pomocy udzielanej w formie zwolnień podatkowych z pomocą udzielaną w innych formach - czytamy w stanowisku resortu, przekazanym "Gazecie". - Zwolnienia podatkowe w podatku dochodowym, często kilkunastoletnie umożliwiają inwestorowi skorzystanie ze znacznej wartości pomocy publicznej - przypomina Ministerstwo Finansów. I podkreśla, że dobra sytuacja polskiej gospodarki i wynikająca z niej "atrakcyjność inwestycyjna" w ogóle każą zweryfikować dotychczasową politykę udzielania zachęt dla inwestorów.
Istniejące od ponad dekady Specjalne Strefy Ekonomiczne budzą coraz większe kontrowersje nie tylko w Ministerstwie Finansów. Pierwotnym ich celem miało być przyciąganie inwestorów do tych miejsc w Polsce, które w latach 90. były zagrożone strukturalnym
bezrobociem i biedą. I to w dużej mierze się udało - sztandarową inwestycją w SSE jest na przykład nowoczesna fabryka samochodów GM w Gliwicach (Katowicka SSE).
Jednak w ostatnich latach Strefy zaczynały być swoją własną karykaturą. Przed kilkoma miesiącami Najwyższa Izba Kontroli ze zdumieniem odkryła, że nikt w rządzie (!) nie jest w stanie policzyć, jaki jest faktyczny bilans działania Stref. Owszem, przykładowo w latach 2006-08 utworzono w nich prawie 75 tys. nowych miejsc pracy, dzięki 30,7 mld zł wniesionych inwestycji. Ale nie wiadomo, z jakim ubytkiem dla
budżetu państwa wiązały się udzielone w SSE ulgi podatkowe, sprzedaż gruntów poniżej rynkowej wartości i dotacje dla inwestorów w strefach. W raporcie NIK pojawia się suma 4,2 mld zł (taka miała by być wysokość ulgi w podatku CIT do końca 2007 r.). Zaś w raportach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pojawia się jeszcze inna kwota udzielonej pomocy - 1,295 mld zł.
Największą pomoc publiczną dostawały firmy motoryzacyjne, działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Według UOKiK, do 30 czerwca 2009 r. cztery firmy (General Motors, Vlokswagen,
Isuzu i Fiat-GM Powertrain dostały pomoc publiczną o nominalnej wartości 801,4 mln zł.
Duże wątpliwości NIK wzbudziły też zmiany obszarów stref. Izba podkreśla, że w ostatnich latach SSE rozszerzano o obszary, które nijak nie można nazwać "słabo rozwiniętymi". Przykładowo, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną rozszerzono o obszary leżące w granicach Warszawy (!), a Wałbrzyską i Tarnobrzeską SSE poszerzono o działki we
Wrocławiu.