Ubezpieczyciel należności przewiduje, że globalnemu ożywieniu gospodarczemu będzie towarzyszył spadek liczby bankructw firm na całym świecie. Jednak nie będzie on duży. Powinien zmniejszyć się o 3 proc. w 2010 r., a o 5 proc. w 2011 r. Przy czym ubezpieczyciel przypomina, że w ubiegłym roku wzrost liczby upadłości firm był rekordowy. Wyniósł aż 29 proc. W przypadku takich krajów jak: Stany Zjednoczone,
Wielka Brytania,
Francja i
Finlandia, był to najgorszy rok od ponad dziesięciu lat. Z kolei dla Hiszpanii, Holandii, Belgii, Szwajcarii, Austrii, Danii, Irlandii, Portugalii i krajów bałtyckich był najgorszym rokiem w historii.
Teraz zdaniem Euler Hermes przedsiębiorcy nie wszędzie będą mogli odetchnąć z ulgą. Liczba bankructw spadnie znacząco w regionie Azji i Pacyfiku - aż o 9 proc. w tym roku. Poprawi się również sytuacja w
USA. Tam spodziewany jest spadek bankructw o 10 proc.
Jednak w kilku krajach europejskich liczba upadłości nadal będzie rosła. Szczególnie zła sytuacja będzie w Europie Południowej. W Hiszpanii spodziewany jest wzrost bankructw o 10 proc., Portugalii - 5 proc., a w Grecji - 25 proc. Zdaniem Michel Mollard, członka zarządu Euler Hermes, firmy, zwłaszcza w Europie, pozostaną w trudnej sytuacji aż do 2011 r. - Wraz z wycofywaniem środków wsparcia gospodarczego przedsiębiorstwa będą musiały uporać się z ponurymi perspektywami dla działalności gospodarczej, chociaż wprowadziły już do gry większość możliwych środków przystosowawczych, a wiele rodzajów ryzyka, np. ceny surowców, warunki finansowania itp., nadal się utrzymuje - stwierdza.
Teraz zdaniem firmy Euler Hermes globalne ożywienie gospodarcze osiągnęło prawdopodobnie swój szczytowy poziom. Nie należy się raczej spodziewać, że wzrost gospodarczy jeszcze przyspieszy w głównych krajach stanowiących siłę napędową ożywienia gospodarki. Ubezpieczyciel spodziewa się, że w 2011 roku wzrost gospodarczy najprawdopodobniej zwolni tempo zarówno w państwach wschodzących Azji, jak i w Stanach Zjednoczonych. A Europa, a w szczególności
strefa euro, nadal pozostaje w tyle, pozostając pod długoterminowym wpływem kryzysu gospodarczego.
- Chociaż we wschodzących państwach azjatyckich kryzys został w znacznej mierze przezwyciężony, w uprzemysłowionych państwach europejskich ożywienie gospodarcze jest znacznie słabsze. Ponadto w krajach napędzających ożywienie, czyli w Chinach i w mniejszym stopniu Stanach Zjednoczonych, wzrost gospodarczy zbliża się do swego szczytowego poziomu - komentuje Wilfried Verstraete, prezes zarządu Euler Hermes.
Firma spodziewa się, że globalny wzrost gospodarczy wyniesie 3,3 proc. w tym roku, a następnie spadnie w 2011 do 2,9 proc. Przy czym w Europie wzrost będzie znacznie słabszy i wyniesie poniżej 1 proc.