Likwidacja państwowych przedsiębiorstw to trzecia, najmniej lubiana siostra
prywatyzacji i komercjalizacji. W ostatnich latach dotykała tych firm, które istniały już tylko na papierze bądź były tak bardzo niewydolne ekonomicznie, że dalsze przedłużanie ich życia - zazwyczaj kroplówką publicznych pieniędzy - było całkowicie bezsensowne.
Najwyższa Izba Kontroli skontrolowała jak w praktyce - w latach 2004-09 - wyglądało likwidowanie spółek skarbu państwa. I choć ogólny wniosek jest pozytywny dla rządu i dla wojewodów (- Nie było przypadku postawienia przedsiębiorstwa w stan likwidacji, bez stosownych przesłanek - podkreśla Jacek Jezierski, szef NIK), to jednak wykryto sporo poważnych błędów.
Jednym z głównych grzechów likwidatorów była opieszałość. Przykładowo, aż sześć i pół roku z podjęciem decyzji o rozpoczęciu likwidacji Beskidzkich Zakładów Grabarskich BESTA w Żywcu zwlekał wojewoda śląski. Rekordowy proces likwidacji trwał jeszcze więcej, bo osiem i pół roku.
Gdy już sam proces udawało się rozpocząć, pojawiały się kolejne nieprawidłowości. Przykładowo, przy sprzedaży majątku likwidowanej spółki. Na przykład likwidator Kaletańskich Zakładów Celulozowo-Papierniczych ukrył przed wierzycielami (!) środki pochodzące ze sprzedaży
nieruchomości (1,2 mln zł). Inny likwidator, zajmujący się kasacją Fabryki Aparatury Mleczarskiej SPOMASZ, zatrudnił za ponad pół miliona złotych firmę zewnętrzną do poszukiwania potencjalnych kupców majątku. Mimo sowitego
wynagrodzenia wynajęta firma nie znalazła żadnego kupca.
Zdarzało się, że likwidatorzy nierzetelnie prowadzili
przetargi, tak by np. wygrywał oferent oferujący niższą cenę (tak zdarzyło się w przypadku majątku Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Obsługi Inwestycji i Budownictwa w
Katowicach).