Czwartkowy "Puls Biznesu" napisał, opierając się na wyliczeniach Janusza Jabłonowskiego z NBP, że Polska ma ogromny, ukryty poziom zadłużenia szacowany na 3 bln zł lub 220 proc. PKB. - Wyniki badań Jabłonowskiego są optymistyczne dla Polski, ale trzeba je czytać w odpowiedni sposób. Inne kraje według tej metodologii są w znacznie gorszej sytuacji - komentuje prof. Marek Góra z SGH, współtwórca reformy emerytalnej
Fot. Wojciech Olkuonik / AG
Prof. Marek Góra
Publikacja przez "PB" danych o poziomie zadłużenia Polski tylko pozornie jest szokująca. Jeśli w ten sam sposób będziemy analizować dług publiczny innych krajów, dane będą znacznie wyższe. Jabłonowski przy swoich wyliczeniach wziął pod uwagę wszystkie zobowiązania, które są ukryte i których tradycyjnie stosowana metodologia księgowa nie bierze pod uwagę - to sprawy dotyczące systemu rentowego, ochrony zdrowia, a także innych warunkowych i poukrywanych zobowiązań. Ale jeszcze raz powtarzam, że nie ma powodu do niepokoju - gdyby spojrzeć w ten sam sposób na greckie zadłużenie, wyszłyby nam dane idące w tysiące procent.
Te badania z całą pewnością dają nam wyobrażenie, jak gigantyczne wyzwanie stoi przed krajami UE i w mniejszym zakresie przed Polską.
W Polsce w celu poprawy sytuacji nie potrzeba generalnych reform. Oczywiście, jest kilka rzeczy do zrobienia, które pomogły zwiększyć efektywność funkcjonowania systemu, ale na przykład, jeśli chodzi o system emerytalny, udało nam się wyjść na prostą. Sporo do zrobienia jest za to w systemie ochrony zdrowia i znalezieniu sposobu jego finansowania. Musimy też pamiętać, że sytuacja w Europie jest znacznie bardziej poważna. Kraje UE muszą szybko zabrać się do pracy. Ukryty dług publiczny to generalnie problem ogólnoświatowy, a my przynajmniej mamy go pod kontrolą, podczas gdy inne kraje dopiero w niego wchodzą.