Założenia przygotowało Ministerstwo Finansów. Ich najważniejsze elementy są znane od co najmniej kilku miesięcy. I tak resort finansów zakłada, że: •
PKB wzrośnie w przyszłym roku o 3,5 proc., • średnioroczna
inflacja wyniesie 2,3 proc., • a stopa bezrobocia na koniec 2010 r. sięgnie 9,9 proc.
To nie wszystko. Ministerstwo Finansów przewiduje bowiem, że w przyszłym roku nie wzrosną płace w budżetówce. Wyjątkiem będą pensje nauczycieli. - To element oszczędnego i ostrożnego budżetu, który chcemy przedstawić na 2011 r. - tłumaczył kilka dni temu PAP anonimowy przedstawiciel rządu.
Ministerstwo Finansów odmawia wszelkich komentarzy. - O założeniach będziemy rozmawiać dopiero, gdy przyjmie je rząd - mówi szef resortu Jacek Rostowski. Czyli zapewne w przyszłym tygodniu.
Wiadomo, że przyszłoroczny budżet będzie skonstruowany przy zastosowaniu tzw. reguły wydatkowej. Reguła sprawi, że wydatki budżetu wzrosną o maksymalnie 1 pkt proc. ponad
inflację. Nie obejmie ona jednak tzw. sztywnych wydatków budżetu, m.in. subwencji ogólnej wypłacanej z budżetu samorządom i wydatków na obronność. Dzięki regule Ministerstwo Finansów chce w przyszłym roku zaoszczędzić 3 mld zł. W 2012 r. - 5,5 mld zł. Reguła ma pomóc rządowi obniżyć deficyt sektora finansów publicznych z dzisiejszych 6,9 do mniej niż 3 proc. PKB w 2012 r. W 2011 r. będzie to 5,9 proc.
Przyszłoroczny
deficyt budżetowy ma być mniejszy niż 40 mld zł (ten zapisany w budżecie na 2010 r. to 52,2 mld zł). Resort finansów zakłada też m.in., że płace w firmach będą rosły,
złoty się umocni, a Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe.