Wczoraj na ulice głównych greckich miast po raz kolejny w tym roku wyszły tysiące demonstrantów. Nieśli transparenty: "Robotnicy odpowiadają wojną na wojnę wypowiedzianą przez kapitalistów" i "Niech oligarchowie zapłacą za kryzys". W Atenach demonstrowało w sumie około 12 tys. osób, w Salonikach - około 5 tys. To mniej niż podczas strajku generalnego na początku maja, gdy na ulice stolicy Grecji wyszło około 50 tys. ludzi. Ale tym razem było też spokojniej i nie doszło do zamieszek.
Dlaczego związki zawodowe znowu protestują?
Rząd w Atenach zdecydował się na przeprowadzenie głębokiej reformy greckiego systemu emerytalnego i rynku pracy. Chce między innymi podnieść wiek emerytalny do 65 lat i obniżyć świadczenia emerytalne średnio o 7 proc. Planuje też wprowadzenie zapisów, które ułatwią firmom zwalnianie pracowników. Nowe regulacje pozwolą też płacić młodym ludziom, którzy dostają pierwszą pracę, mniej, niż wynosi płaca minimalna.
Te kroki uzgodnione z Unią Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym są warunkiem udzielenia Grecji gigantycznej pożyczki wartej w sumie 110 mld euro. Reforma ma rozbroić tykającą bombę, jaką jest grecki system emerytalny. Według szacunków Komisji Europejskiej bez niej obsługa systemu emerytalnego do 2050 r. pochłaniałaby aż jedną czwartą greckiego
PKB.
Reforma jest kolejnym działaniem greckich władz, które ma na celu obniżenie gigantycznego - sięgającego 300 mld euro - długu publicznego Grecji. Wcześniej rząd w Atenach, by łatać dziurę w budżecie, zdecydował się m.in. na podwyżki podatków i cięcia pensji w sektorze publicznym.
- Dzięki reformie zapewnimy bezpieczeństwo emerytom i przyszłym pokoleniom - przekonywał w środę parlamentarzystów grecki minister pracy Andreas Loverdos. - Kierujemy Grecję z powrotem na ścieżkę wzrostu - mówił.
Przed środowym głosowaniem była obawa, że część socjalistycznych parlamentarzystów z rządzącej partii PASOK nie zgodzi się na drastyczne antyspołeczne działania. Dlatego premier Jeorjos Papandreu obiecał, że gdy gospodarka znowu zacznie rosnąć, rząd będzie pamiętał o poprawie doli emerytów. W środę wieczorem reformę ostatecznie poparło 159 posłów, 137 było przeciwko. Wczoraj parlamentarzyści głosowali jeszcze nad konkretnymi projektami zawartymi w pakiecie reform emerytalnych.
Działania greckiego rządu nie przekonują jednak związkowców. - Nasza walka będzie długa, użyjemy każdego możliwego środka, by odwrócić te niedopuszczalne i antyspołeczne rozwiązania - powiedział Yiannis Panagopulos, szef związku zawodowego GSEE.
Wczorajszy strajk po raz kolejny w tym roku sparaliżował transport publiczny - nie wyleciało wiele samolotów, zatrzymane były pociągi czy promy.
Kłopoty więc znowu mieli turyści, którzy coraz częściej zastanawiają się, czy wakacje w Grecji to aby dobry pomysł. Tymczasem
turystyka jest jedną z głównych gałęzi
gospodarki Grecji i stanowi ponad 15 proc. jej PKB. Jeśli ta branża nie będzie się rozwijała,
gospodarka Grecji może się stoczyć głębiej w recesję.
W I kw. według danych Eurostatu spadek PKB już i tak sięgnął 2,5 proc. i był najgłębszy spośród krajów starej Unii. Pogarsza się też sytuacja na greckim rynku pracy. Prognozy Komisji Europejskiej pokazują, że
bezrobocie w Grecji może wzrosnąć z 9,5 proc. w 2009 r. do 13,2 proc. w 2011 r. A to może oznaczać kolejne niepokoje społeczne.