Na początku czerwca nad Warszawą, podobnie jak i nad resztą kraju, przeszła gwałtowna ulewa. Mała rzeczka Perełka płynąca obok Piaseczna zmieniła się w rwący potok i wlała się do
mieszkania pani Agnieszki. - Zalało mnie na 80 cm. Straty szacuję na 200-300 tys. zł - opowiada.
W telewizji usłyszała, że wszystkim powodzianom rząd da do 6 tys. zł zasiłku. - Nie ukrywam, że moja sytuacja finansowa jest dobra, ale od blisko 24 lat płacę niemałe podatki w tym kraju i państwo może mi pomóc - tłumaczy.
O zasiłek wystąpiła do ośrodka pomocy społecznej na warszawskim Ursynowie. - Usłyszałam, że skoro wykupiłam polisę ubezpieczeniową, mam co jeść i w co się ubrać, to obiecane 6 tys. zł mi nie przysługuje - mówi. Kiedy odpowiedziała, że rząd obiecał pomoc wszystkim poszkodowanym, usłyszała, że może najwyżej liczyć na 2 tys. zł, jeśli jej piec się zepsuł. - Muszę jednak najpierw zlecić na swój koszt wycenę rzeczoznawcy - dodaje.
Z podobnymi skargami dzwonią i piszą też inni czytelnicy. Pan Piotr z warszawskiego Ursynowa z dzielnicowym OPS-em walczy już drugi tydzień. - Na razie bez efektu, cały czas każą donosić nowe dokumenty - mówi. Podobnie ma pani Elżbieta. - Zdobycie wymaganych przez ośrodek dokumentów kosztowało mnie już kilkaset złotych - denerwuje się.
Dyrektor ursynowskiego OPS-u Marek Pawlęga był dla nas nieuchwytny. W ośrodku usłyszeliśmy, że urzędnicy pytają powodzian o zarobki, bo tego wymaga ustawa o pomocy społecznej. Nikt nie umiał jednak wytłumaczyć, dlaczego osoby o wysokich dochodach odchodzą z kwitkiem.
- Zasiłki powinny być przyznawane bez względu na to, kto ile zarabia - mówi Małgorzata Woźniak, rzecznika MSWiA. Zwraca jednak uwagę, że o ich wysokości decyduje samorząd. - Jedna rodzina dostanie 4 tys., inna 6 tys. zł. Wszystko zależy od tego, jak bardzo ucierpiała - tłumaczy i dodaje, że do wtorku samorządy wypłaciły 37 tys. zasiłków na ponad 222 mln zł.