- Nie mam pojęcia, jak długo potrwa rozwiązanie problemów w
strefie euro - powiedział Singer, dodając, że obecnie jest zbyt wiele niewiadomych, aby spekulować na temat tego, czy przyjęcie euro pozytywnie wpłynie na kondycję czeskiej gospodarki.
Czechy są jedynym krajem z grupy nowych państw członkowskich ubiegających się o wejście do
strefy euro, który nie podał choćby przybliżonej daty wprowadzenia wspólnej waluty. Podobnie jak inne kraje Czechy borykają się ze zbyt dużym deficytem sektora finansów publicznych i przed ewentualną akcesją muszą obniżyć go do wymaganego przez traktat z Maastricht poziomu 3 proc.
PKB. Jeszcze w styczniu poprzedni premier Jan Fischer informował, że Czechy będą w stanie zredukować deficyt do wymaganego poziomu do 2014 roku, co oznacza, że nasi południowi sąsiedzi będą mogli wejść do strefy euro w 2017 roku. Nowy rząd, wyłoniony w wyniku majowych wyborów parlamentarnych, chciałby zmniejszyć deficyt do końca 2011 roku - w ubiegłym roku wyniósł on 6,9 proc. PKB, a w tym ma wynieść ok. 5,3 proc. PKB. Problemem Czechów jest też eurosceptycznie nastawiony prezydent Vaclav Klaus, który dał się już we znaki UE, opóźniając podpisanie traktatu lizbońskiego, oraz coraz mniej chętni do wprowadzenia euro Czesi - z majowej ankiety przeprowadzonej wśród małych i średnich przedsiębiorców przez Czeską Izbę Handlową wynika, że wejście do strefy euro jednoznacznie popiera tylko 20 proc. firm.
- Trudno być w tej chwili entuzjastą strefy euro i spieszyć się z przyjęciem wspólnej waluty. To najgłębszy kryzys strefy euro w jej historii - komentuje dla "WSJ" Radomir Jac, główny ekonomista praskiego PPF Generali Asset Management.
W ubiegłym roku
gospodarka Czech skurczyła się o 4,3 proc. W tym roku ma jednak nastąpić ożywienie gospodarcze - świadczą o tym dane z I kwartału, kiedy rok do roku PKB Czech wzrosło o 1,1 proc.