Przyjęte przez parlament zmiany ograniczają wydatki dla większości ministerstw i samorządów, jednak parlamentarzyści zwiększyli też sumy wydatkowane m.in. na służbę zdrowia. Tak duży
deficyt budżetowy nie jest dobrą sytuacją dla Bułgarii, której waluta lew jest związana z euro.
Jednak minister finansów Simeon Djankov zapewnił w czwartek, że
Bułgaria będzie w stanie sama sfinansować dziurę budżetową bez pomocy międzynarodowych instytucji finansowych. Zapewnił też, że w 2011 roku deficyt Bułgarii wyniesie tylko 2,7 proc.
PKB, co oznacza, że ponownie będzie on na akceptowanym przez UE poziomie poniżej 3 proc. PKB.
W środę Komisja Europejska wezwała Bułgarię do przeprowadzenia niezbędnych reform w systemie administracji publicznej, oświacie, ochronie zdrowia i systemie emerytur, które miały poprawić sytuację fiskalną kraju. Jak napisała KE, celem tych reform jest zmniejszenie deficytu poniżej 3 proc. w 2011 roku.
Jeszcze w kwietniu ze względu na planowany zbyt wysoki deficyt Bułgaria zawiesiła plany szybkiego wejścia do mechanizmu ERM-2 stanowiącego przedsionek
strefy euro.
- Skłamaliśmy naszym kolegom z UE na temat naszej gotowości do przyjęcia euro, ponieważ nie zdawaliśmy sobie sprawy z pułapki, jaką zastawił na nas poprzedni rząd - powiedział premier Bułgarii Bojko Borisow. Jak tłumaczył, stało się tak, ponieważ poprzedni rząd socjalistów podpisał wiele kontraktów i umów, które nie zostały wpisane do budżetu. - Biorąc pod uwagę obecny poziom deficytu, zdecydowaliśmy się zawiesić nasze plany wstąpienia do ERM-2.
Premier Bułgarii stwierdził wówczas, że jeśli rząd będzie musiał zapłacić wszystkie rachunki poprzedniego rządu w tym roku, deficyt może poszybować w górę do poziomu 6-7 proc. PKB.