Na krótką listę zakwalifikował się też prawdopodobnie francuski BNP Paribas Fortis (ten sam, który kilka lat temu przejął wrocławski Dominet Bank). Niektóre źródła mówią też o amerykańskim funduszu inwestycyjnym Apax (za którym może stać jakaś instytucja finansowa) oraz o brytyjskim HSBC (ten ostatni jednak, według jednego z naszych informatorów, w ostatniej chwili miał się wycofać).
Już sam fakt, że oferta polskiego banku została potraktowana przez AIB z pełną powagą, jest sukcesem PKO. Zapewne pomogły w tym pielgrzymki do Dublina, które podobno odbywali Jan Krzysztof Bielecki jako emisariusz rządu i Stanisław Kluza, szef Komisji Nadzoru Finansowego. Ale i prezes Zbigniew Jagiełło nie zasypiał gruszek w popiele i w zeszłym tygodniu zapowiedział gigantyczny plan wyemitowania obligacji o wartości do 5 mld zł. To mogło podnieść wiarygodność oferty ubogiego banku z Polski.
Ubogiego, bo gołym okiem widać, że PKO na tle innych potencjalnych kandydatów to Kopciuszek, dla którego wyłożenie 2 mld euro - tyle mniej więcej wart jest kontrolny pakiet BZ WBK - może być nie lada problemem. Dość powiedzieć, że kapitalizacja rynkowa HSBC to 136 mld euro, BNP Paribas jest wart 58 mld euro, a PKO BP - raptem 11 mld euro.
Ale gdyby na ostatniej prostej PKO BP miał rywalizować tylko z francuskim BNP Paribas i funduszem Apax, to nie byłby bez szans. Felerem BNP Paribas jest to, że w marcu 2009 r. ten francuski bank pożyczył od rządu 5,1 mld euro (pożyczkę spłacił w grudniu). Z tego powodu nie może liczyć na przychylność polskiej Komisji Nadzoru Finansowego, która musi wydać zgodę na przejęcie. KNF jakiś czas temu zapowiedziała, że banki mające na koncie wsparcie rządowe jako potencjalni nabywcy BZ WBK będą prześwietlane wyjątkowo skrupulatnie.
Amerykański fundusz Apax - zwłaszcza gdyby było prawdą, że może za nim stać najbogatszy Polak Leszek Czarnecki - prawdopodobnie nie będzie z kolei licytował ceny na śmierć i życie.
Gdyby doszło do przejęcia BZ WBK przez PKO BP, byłby to jeden z najbardziej ryzykownych projektów w historii tego banku i w ogóle polskiej branży bankowej. Jego klęska mogłaby osłabić PKO BP, a być może nawet zagrozić jego pierwszej pozycji na polskim rynku.
Owszem, przemawiają do mnie argumenty Jana Krzysztofa Bieleckiego, który mówi, że nadszedł czas, gdy zagraniczny kapitał nie jest już w stanie wnieść do polskiego banku wystarczającej wartości dodanej, by miało sens dalsze wyprzedawanie sreber rodowych. Trochę racji mają też ci, którzy mówią, że poprzez przejęcie BZ WBK można przetransferować do PKO-wskiego molocha nie tylko wielomiliardowe portfele kredytów i depozytów, ale też know-how, dynamiczny styl zarządzania i mentalność agresywnego banku komercyjnego, których w PKO brakuje.
PKO BP ma problemy sam ze sobą, przez trzy lata działał właściwie bez żadnej strategii rozwoju. Stale się restrukturyzuje, ma mnóstwo zbędnych kosztów, a na koncie z gruntu nieudaną inwestycję kapitałową za granicą - ukraiński Kredobank. Popatrzmy, jak wielkie problemy ze "strawieniem" zakupu majątku BPH miał przed dwoma laty Bank Pekao, którego właściciel - UniCredit - ma przecież największe w Europie doświadczenie w łączeniu banków! Nie oznacza to, że ten projekt nie może się udać. Ale może być bardzo, bardzo kosztowny.
PKO BP ryzykuje dużo także dlatego, że aby przejąć BZ WBK, musiałby wydrenować się z kapitału. W zeszłym roku bank musiał wzmacniać się wartą 5 mld zł emisją akcji. Dzięki niej mógł - jako jedyna instytucja finansowa w Polsce - przyspieszać akcję kredytową, gdy inne banki z trudem łapały oddech. Teraz, by sfinansować zakup BZ WBK, bank nie tylko będzie musiał pozbyć się całego ubiegłorocznego (2,8 mld zł) i tegorocznego zysku, ale też zadłużyć się na co najmniej 5 mld zł.
Jak to wpłynie na jego przyszłą rentowność? Jak bardzo ograniczy możliwości udzielania kredytów? Bo to, że je ograniczy, jest pewne jak w banku. Czy tak obciążony spłatą długów PKO BP będzie w stanie jeszcze stymulować polską gospodarkę, jak czynił to do tej pory? Przez ile kolejnych kwartałów rozwój PKO BP będzie musiał stać w miejscu z powodu nowej inwestycji? Ilu zniecierpliwionych klientów może w tym czasie stracić? To pytania, na które zarząd PKO BP będzie musiał sobie i akcjonariuszom odpowiedzieć, nim złoży ostateczną ofertę zakupu BZ WBK.
Z punktu widzenia sprawności nadzoru nad bankami przejęcie BZ WBK przez PKO BP ma same zalety. Patrząc przez pryzmat korzyści dla polityków i skarbu państwa - z pewnością ma więcej plusów niż minusów. Ale dla samego PKO BP, który już dziś jest liderem na rynku bankowym, wcale nie musi być rozwiązaniem korzystnym.