Biznes Ludzie Pieniądze

Trupy w bankowych szafach

Konrad Niklewicz
12.07.2010 , aktualizacja: 11.07.2010 22:40
A A A Drukuj
Stres? Ale jaki stres?! - tak francuski dziennik ekonomiczny "La Tribune" opisuje nastroje panujące w europejskich bankach na 10 dni przed publikacją tzw. stress-testów, czyli badań mających pokazać, jaka jest kondycja finansowa (i odporność na straty) tych instytucji.
Konrad Niklewicz
Fot. Marcin Klaban / AG
Konrad Niklewicz
"Jeśli wierzyć naszym bankom centralnym i ministrom finansów państw europejskich, banki strefy euro mają solidne podstawy i są w dobrym zdrowiu. Wyniki stress-testów mają to tylko udowodnić i dać nam gwarancje, że nasz system finansowy jest odporny na jakiś nowy szok" - pisze Philippe Mabille, redaktor naczelny "La Tribune".

Pytanie tylko, czy powinniśmy wierzyć europejskim bankom i politykom?

W USA podobne "ćwiczenie" udało się dość dobrze. Francuska "La Tribune" ma jednak wątpliwości, czy należy mieć nadzieję na równie uczciwe badania w Europie. - Dlaczego trzeba było czekać tak długo na publiczne ujawnienie testów wytrzymałości europejskich banków? - pyta gazeta. - Czy tak długo czekano, ponieważ niektóre banki, zwłaszcza w Niemczech i w Hiszpanii, mają jeszcze trupy w szafach?

- Kryzys zadłużenia państw zmienił wszystko - podkreśla komentator "La Tribune". To, co teraz trzeba naprawdę zmierzyć, to zdolność banków europejskich na ewentualne bankructwo jednego z państw strefy euro. Bez względu na intensywne zabiegi polityczne wokół długu państw z grupy Piigs (to angielski akronim od nazw Portugalii, Irlandii, Włoch, Grecji i Hiszpanii), to rynek oceni, czy taki scenariusz - bankructwa lub nie - jest prawdopodobny.

O stress-testach pisze też inny francuski dziennik ekonomiczny "Les Echos". Ale nie tych, które właśnie trwają w Europie. Także w Chinach władze przeprowadziły, tyle że po cichu, stress-testy swoich banków. Wynik chyba nie był do końca zadowalający, skoro władze nakazały bankom przeprowadzenie błyskawicznej operacji ściągnięcia nowych kapitałów z rynku.

- Są dwie drogi interpretowania sukcesu, jakim było niedawne wejście na giełdę gigantycznych banków chińskich, jeszcze do niedawna 100-procentowo państwowych. Pierwsza droga to entuzjazmowanie się sukcesem, jakim zakończył się wart 22 mld dol. debiut Agriculture Bank Of Chine. Bo faktycznie to był sukces, bez wątpienia największy debiut giełdowy na światowych rynkach w tym roku - pisze Francois Vidal, komentator dziennika.

Ale jest też możliwa druga interpretacja - podkreśla Vidal. Debiut ABC wpisuje się w potężną falę dokapitalizowywania chińskich banków. W 2009 r. udzieliły one ponad biliona dolarów kredytów na stymulowanie chińskiej gospodarki.

- Wyraźnie widać, że w obliczu coraz większego ryzyka masowych niewypłacalności władze chińskie zdecydowały się na działania wyprzedzające. I nakazały największym instytucjom zebrać z rynku 34 mld dol., by prewencyjnie wzmocnić ich wypłacalność. A do tej sumy trzeba teraz dorzucić 22 mld zebrane przez ABC - pisze komentator "Les Echos".

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy