Gdy po raz setny słyszy się "incredible", "amazing" i "absolutely" (niewiarygodny, zadziwiający i całkowicie), to wiesz jedno: źle trafiłeś. Dużo sztucznego entuzjazmu, świateł, decybeli i nadpobudliwi prelegenci. Po kwadransie twój organizm daje do zrozumienia, co o tym sądzi: zaczynasz ziewać albo klaskać jak inni. Kiedy już bałem się, że szczęka wypadnie mi z zawiasów, usłyszałem pierwsze szczere słowa tego wieczora: - Kilka lat temu w organizmie mojej ciężarnej żony doszło do groźnych nieprawidłowości. Takich, które potrafią naznaczyć tragedią resztę życia - w tym miejscu Scott Davies z Microsoftu zawiesił głos. - Kiedy wiozłem ją do kliniki położniczej, musiałem być gotów na wszystko. Zapadła w śpiączkę. Trzeba było użyć całej tej aparatury podtrzymującej życie. Na szczęście poród się udał i mój syn ma dzisiaj cztery lata. To, że go mam, zawdzięczam zaawansowanej technice. A przede wszystkim ludziom, którzy ją stworzyli, którzy chcieli, by niemożliwe stało się możliwe. Ludziom takim jak wy
To ostatnie zdanie było skierowane do 400 studentów z całego świata, którzy przybyli do Warszawy na finał Microsoft Imagine Cup. Choć całość trwała sześć dni, już po pierwszym nie miałem wątpliwości: nie ma na świecie równie dętej, drogiej i dużej imprezy dla studentów. A wieńcząca ją uroczystość wręczania nagród mogła przyćmić oprawą to, co niedawno działo się we wszystkich naszych sztabach wyborczych razem wziętych.
Całość była skrojona na miarę wzniosłych haseł przyświecających kolejnym edycjom Microsoft Imagine Cup. Tegoroczne "Wyobraź sobie świat, w którym technologia pomaga rozwiązać najtrudniejsze problemy ludzkości" podziałało na wyobraźnię 325 tys. studentów, bo aż tylu chciało udowodnić, że nie ma problemów nie do rozwiązania. 69 najbardziej obiecujących zespołów zaproszono do Warszawy. Konkursową mitręgę organizatorzy osłodzili im występami zespołów ludowych, turniejem rycerskim, zwiedzaniem Pułtuska, a nawet dojeniem krowy. Może lepiej, że sztucznej, bo nie wiadomo, jak ścisłe umysły studentów informatyki, a tacy tu przeważali, zniosłyby bliższy kontakt z polską naturą.
Z czym do nas przyjechali? Większość z innowacjami mającymi ulżyć niepełnosprawnym. Tajwańczycy - z translatorem przekładającym wypowiedzi w języku migowym, i to kilku osób naraz. Dzięki temu jedni niesłyszący mogą pogadać z innymi na drugim końcu świata, zarówno niesłyszącymi (o ile ich języki migowe są wystarczająco zbieżne), jak i słyszącymi. Wariacje na ten sam temat proponowało wiele zespołów, w tym polski fteams z Łodzi - zwycięzca finałów krajowych - oraz tajski Skeek, który wygrał w najbardziej prestiżowej konkurencji Software Design, za co zainkasował 25 tys. dol.
Serbowie - zdobywcy drugiego miejsca w tejże kategorii - zajęli się osobami sparaliżowanymi od szyi w dół. Wprawdzie nie jest to pierwszy zespół, który próbuje umożliwić tetraplegikom sterowanie komputerem za pomocą fal mózgowych, ale jako pierwsi osiągnęli aż 70 proc. trafność odczytywania komend. To pozwoli sparaliżowanym (i nie tylko) dość sprawnie słać SMS-y czy kontaktować się za pomocą Facebooka. I to wyłącznie "siłą woli".
Spore wrażenie zrobił na mnie OneBeep, który zajął trzecie miejsce w Software Design. Czterech młodzieńców z Auckland cofnęło się do epoki komputerów Commodore (a więc czasów, których nie mogą pamiętać), gdy programy nagrywało się z radia na kasetę magnetofonową. Po co? - By umożliwić korzystanie z komputerów tam, gdzie nie ma internetu - wyjaśnił mi Chanyeol Yoo, naczelny programista w nowozelandzkim teamie. - Zamiast niego wystarczy byle jakie radio AM/FM. A działa to tak: włączamy radioodbiornik, uruchamiamy aplikację, piszemy coś na komputerze i wysyłamy na inne. W ten sposób można swobodnie wymieniać informacje w promieniu około 100 km. W sam raz, by komunikować się np. w Afryce, gdzie w ramach programu One Laptop Per Child rozdano mieszkańcom 1,4 mln tanich przenośnych komputerów.
Do jeszcze dalszej epoki - komputerów ZX Spectrum - cofnął się Waldemar Pawlak. Podczas 4,5-minutowego wystąpienia raczej niecelowo wygłoszonego w nadwiślańskiej odmianie języka globish (bardzo prosty angielski) wicepremier uświadomił studentom, jak wielki postęp dokonał się w ciągu tych 30 lat w informatyce, oraz podziękował wszystkim za wszystko.
Na szczęście był jeszcze inny polski akcent - trzy miejsca na podium w kategorii Internet Explorer 8 Web. Kolejno: Rhea z Politechniki Białostockiej, LittleRittle z Politechniki Poznańskiej i Cieszak Team z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Pierwsi zrobili coś w rodzaju trójwymiarowej przeglądarki - gdyby dodać do tego ekran dotykowy, efekt byłby prawie taki jak w filmie s.f. "Raport mniejszości". Drudzy odpowiedzieli na zalew informacji w internecie. - Jeśli pracując nad czymś, natkniemy się przy okazji na jakiś ciekawy artykuł, to albo go czytamy i się rozpraszamy, albo o nim zapominamy - wyjaśnił Karol Kaczmarek, szef dwuosobowego zespołu. - Nam udało się pogodzić sprzeczności aplikacją, która pozwala tworzyć listę takich artykułów dosłownie dwoma przyciskami, a potem równie łatwo przeszukiwać ją lub przesyłać.
Trzeci wykorzystali możliwość dodawania fragmentu strony internetowej do paska zakładek. Dzięki temu osiągnęli niejako przeciwny efekt do drugiego zespołu. Pracując nad czymś, można np. jednocześnie grać w szachy. W kącie ekranu wyświetlana jest szachownica z informacją, do kogo należy następny ruch.
Całą szóstkę (bo zespoły były dwuosobowe) prócz narodowości i podium łączyło jeszcze jedno - trzymała się z dala od maców.
Następny ruch wykonał sam Hal Plotkin, czyli człowiek odpowiedzialny za edukację w rządzie Obamy, który stwierdził, że innowacje przyszłości częściej teraz będą rodziły się w pokojach akademików niż w salach konferencyjnych. Muszę przyznać, że dałem mu się nabrać, bo kiedy zapowiedział występ Michelle Obamy, przez chwilę sądziłem, że prócz wszystkich świętych z Redmond (siedziba Microsoftu) także pierwsza dama USA pofatygowała się do Warszawy. Było to jednak wystąpienie odtworzone z wideo.
Pod sam koniec przestałem wątpić w sens Imagine Cup. Microsoft zyskuje na nim prestiżowo, a poza tym zdobywa lojalnych klientów. Studenci mają mocny pretekst, by wspiąć się na wyżyny kreatywności, a potem odcinać kupony od konkursowych laurów (finaliści kategorii software design będą mogli praktykować w Redmond). Przy odrobinie szczęścia mogą też liczyć na opiekuńcze skrzydła jakiegoś anioła biznesu - inwestora, który uczyni z nich przedsiębiorców. Tak stało się z kilkoma poprzednimi finalistami, jak np. NLO, zespołem, którego urządzenia monitorują czystość wody w rosyjskich parkach narodowych.
Sponsorami tegorocznej edycji były Energa, Orange oraz XL Energy Drink. Partnerem finałów jest Instytut Wzornictwa Przemysłowego. Honorowy patronat nad wydarzeniem objęło Ministerstwo Gospodarki.