Biznes Ludzie Pieniądze

Wybory sobie, giełda sobie. Brak reakcji czy przypadek?

Tomasz Prusek
11.07.2010 , aktualizacja: 11.07.2010 22:51
A A A Drukuj
Zwycięstwo Kwaśniewskiego nad Wałęsą giełda przyjęła gwałtownym spadkiem. Kaczyńskiego nad Tuskiem - wzrostem. Przypadek?
Giełda
fot. istock
Giełda
Koniunktura na GPW na tle wyborów parlamentarnych i prezydenckich
Koniunktura na GPW na tle wyborów parlamentarnych i prezydenckich
Triumf Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich przeszedł na giełdzie zupełnie bez echa. Handlujących było jak na lekarstwo, po bezbarwnej sesji WIG20 stracił 0,4 proc.

Ale kiedyś... Kiedyś to się działo!

Pierwsze wybory, pierwsze lęki

Nasi inwestorzy musieli zmierzyć się z polityką już kilka miesięcy po starcie giełdy. W październiku 1991 r. przed pierwszymi po II wojnie światowej w pełni wolnymi wyborami parlamentarnymi pojawiały się opinie, iż za silną wyprzedażą akcji stała niepewność inwestorów co do ich wyniku.

Rynku nie można było jednak oceniać racjonalnie, bo dopiero raczkował. Handlowano kilkoma spółkami, i to raz w tygodniu. Inwestorzy reagowali "stadnie", czyli wszyscy sprzedawali albo kupowali.

Do parlamentu weszło... 29 komitetów wyborczych - wybory wygrała Unia Demokratyczna. Tuż po wyborach ówczesny prezes giełdy Wiesław Rozłucki mówił nam: - Na całym świecie niestabilna sytuacja polityczna odbija się na giełdzie spadkiem notowań. Polacy jednak nie wykazują zaniepokojenia sytuacją polityczną.

Hossa przerwana upadkiem rządu

W połowie stycznia 1993 r. WIG osiągnął najwyższy poziom w historii. Biura maklerskie były oblegane przez żółtodziobów. Triumfy święciła tzw. strategia na trepa, czyli zakup w ciemno jakichkolwiek akcji i oczekiwanie na zysk. Nowicjusze łatwo ulegali emocjom.

- Zmianę tendencji na rynku mogłaby spowodować polityczna katastrofa, np. upadek rządu - mówił w połowie maja 1993 r. Paweł Tamborski z biura maklerskiego WBK. Nie mylił się. Upadek rządu Hanny Suchockiej i rozwiązanie parlamentu przez prezydenta spowodowały gwałtowną wyprzedaż akcji.

Po kilku sesjach panika została zażegnana. Nieoczekiwane zwycięstwo lewicy we wrześniowych wyborach do parlamentu zostało przyjęte na parkiecie początkowo dość spokojnie. Ostra przecena ruszyła, bo... gracze przestraszyli się zapowiedzi liderów SLD o możliwym opodatkowaniu dochodów z akcji osób fizycznych.

"Elliott" na prezydenta

W 1995 r. po raz pierwszy inwestorzy zmierzyli się z wyborami prezydenckimi. W szranki stanęli urzędujący prezydent Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski. Większość inwestorów uważała, że korzystniejsza byłaby kontynuacja władzy.

Ówczesny guru warszawskiej giełdy Zenon Komar (autor książki "Sztuka spekulacji") stwierdził jednak, że wybory wygra... Elliott, czyli analiza techniczna.

- Myślę, że wygra Wałęsa, ale jeśli prezydentem zostałby Kwaśniewski, to rynek też się nie zawali - powiedział krótko przed pierwszą turą.

Początkowo wydawało się, że nie miał racji. Po zwycięstwie Kwaśniewskiego w drugiej turze w powyborczy poniedziałek kursy gwałtownie spadły - WIG stracił 3,8 proc. Do końca roku koniunktura była słaba, ale już na początku 1996 r. WIG doszedł do 10 tys. pkt.

AWS - na spokojnie

Lato 1997 r., przed jesiennymi wyborami do parlamentu, zapowiadało się optymistycznie. W przedwyborczym miesiącu WIG skoczył w górę o 11 proc. Wygrana AWS została przyjęta spokojnie - WIG minimalnie wzrósł.

Marek Żytniewski, wiceprezes Pioneera, mówił po wyborach: - Wpływ polityki na rynek kapitałowy jest relatywnie niewielki, tak więc żadnych dramatycznych zmian nie będzie. W Polsce istnieje silny, niezależny od rządu i polityki sektor prywatny. To na nim właśnie opiera się dynamiczny rozwój gospodarki.

Giełdy w cieniu 11 września

W październiku 2000 r. Aleksander Kwaśniewski był faworytem, ale inwestorzy bardziej niż wynikami wyborów prezydenckich zaprzątali sobie głowy pęknięciem spekulacyjnej bańki internetowej. Tym razem naszą politykę pokonał nie Elliott, lecz Nasdaq.

Rok później, podczas wyborów parlamentarnych, o zwycięstwo walczył pewniak SLD. Zamach 11 września na World Trade Center wywrócił do góry nogami strategie inwestycyjne, analizy techniczna i fundamentalna trafiły do kosza, a na parkiecie zaczęły rządzić emocje. W Warszawie ceny akcji spadły do najniższego poziomu od trzech lat.

Superhossa pokonała politykę

Jesień 2005 r. Od wiosny 2003 r. na parkiecie szalała największa w historii GPW hossa. Wyborcy byli przekonani, że po wyborach powstanie koalicja PO-PiS, co będzie sprzyjać gospodarczej prosperity. Nazajutrz po nominacji Kazimierza Marcinkiewicza na premiera sesja rozpoczęła się od zwyżki i indeks WIG20 poprawił ustanowiony ledwie dzień wcześniej ponadpięcioletni szczyt notowań.

W kolejnym miesiącu były wybory prezydenckie. Wygrana Lecha Kaczyńskiego, w świetle sondaży dość zaskakująca, wywołała jedynie 0,02-proc. spadek WIG20, po czym indeks ruszył w górę, bo dla graczy bardziej niż wybory liczyły się rosnące ceny surowców nakręcające kursy akcji spółek wydobywczych.

WIG20 zyskał w skali roku aż 35 proc.

Kto tu rządzi? Bessa

Latem 2007 r. kryzys finansowy w USA zbliżał się wielkimi krokami, a na naszym podwórku rozpisano przedterminowe wybory parlamentarne. PiS już dłużej nie mógł rządzić w koalicji z LPR i Samoobroną. Wrześniowa decyzja o samorozwiązaniu Sejmu wywarła na inwestorach mniejsze wrażenie niż złe dane z amerykańskiego rynku pracy. Mimo pomruków bessy na parkiecie panował jeszcze optymizm, bo gospodarka w I półroczu 2007 r. rozwijała się w rekordowym tempie blisko 7 proc. Niepokój o koniunkturę na świecie wziął górę nad nadziejami związanymi z wygraną PO. Krótko po październikowych wyborach indeksowi WIG20 udało się jeszcze minimalnie poprawić rekord wszech czasów, który do dziś pozostał niepobity.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów