Choć ożywienie gospodarcze ani w naszym kraju, ani w
strefie euro nie ugruntowało się, polskie firmy sprzedające swoje towary za granicę już na nim korzystają. W ciągu pięciu miesięcy tego roku wyeksportowały towary za 45,7 mld euro. To niemal o 18 proc. więcej niż w tym samym czasie 2009 roku.
Wówczas polska była w apogeum kryzysu finansowego. Niechęć do ryzyka inwestorów międzynarodowych sprawiała, że
złoty nie był chętnie kupowany. Osłabienie kursu naszej waluty było jednym z mechanizmów, dzięki którym nie wpadliśmy w recesję.
Dziś gospodarka jest na ścieżce wzrostu, ale kryzys finansowy się nie skończył i złoty wciąż jest relatywnie słaby - w ciągu kwartału
kurs euro wzrósł o ponad 5 proc. i kształtuje się daleko od poziomu uznawanego przez firmy za graniczny kurs opłacalności
eksportu.
W maju
produkcja przemysłowa wzrosła aż o 14 proc. po niemal 10-proc. wzroście w kwietniu.
Jednocześnie poprawia się też popyt wewnętrzny. Import od stycznia do maja wyniósł 49,6 mld euro i był o 16,2 proc. większy niż rok wcześniej.
Deficyt w handlu zagranicznym wyniósł 3,8 mld euro.
Ciągle najwięcej towarów sprzedajemy do Niemiec. Eksport do naszych zachodnich sąsiadów w ciągu pięciu miesięcy sięgnął 11,8 mld euro. Udział Niemiec w handlu z polską delikatnie obniżył się - trafiło tam 25,7 proc. eksportu. Sprzedaż do Niemiec rośnie wolniej niż eksport ogółem - do maja zwiększył się o 13 proc. Największe wzrosty eksportu zanotowaliśmy w handlu ze Słowacją (o 55,4 proc.), z Hiszpanią (o 39,8 proc.) i Wielką Brytanią (27,6 proc.).